Jestem 50 plus

Miałam nadzieję, że kiedy przestanę nałogowo oglądać programy informacyjne, nic nie wytrąci mnie z równowagi i nie zmartwi niepotrzebnie. Bardzo się myliłam. Przyjęłam zaproszenie do jednej z grup na FB. Należy do niej kilkanaście tysięcy kobiet w wieku 50 plus.

Grupa szybko się rozrasta, co pokazuje potrzebę przynależności do określonej społeczności. Panie przedstawiają się, piszą o swoich problemach, przemyśleniach i życiu codziennym. Jako 51-latka powinnam pewnie dobrze poczuć się w tej grupie wiekowej, a jest niestety odwrotnie. Stała się źródłem mojej frustracji i smutku. I nie dlatego, że trudno mi się pogodzić z etapem życia, w który weszłam.

Co jest nie tak?

Młodsze Polki potrzebowały Chodakowskiej, Lewandowskiej i Qczaja, żeby uwierzyć w siebie, w swoją siłę, urodę, atrakcyjność. Żeby nie chować się, mieć odwagę i pewność siebie. Co jest nie tak z grupą pań po pięćdziesiątce? One czują się po prostu stare. Dla wielu z nich aktywne życie już się zakończyło. Komunikują to swoim stylem życia, ubiorem, zainteresowaniami albo ich brakiem, odrzuceniem siebie fizycznie i mentalnie. Mam wrażenie, że patrząc w lustro nie widzą osoby, którą lubią i akceptują.

50 plus – czy to już starość?

Czuję się trochę jak kosmitka. Moja wiedza, doświadczenie życiowe i zawodowe budują moją pewność siebie. Aktywność fizyczna jest źródłem codziennej radości i niezłej formy. Choć moje życie nie jest usłane różami, boli tu i tam, psychika czasem mą ochotę na dołek, tarczyca i inne organy dają o sobie znać, to uczę się tego etapu życia i nie poddaję. Każdego dnia budzę się z ciekawością i wdzięcznością. Każdego dnia witam słońce na macie, której nawet już nie zwijam, bo wracam na nią kilka razy dziennie. Regularnie wędruję z kijkami i wciąż uważam, że kolejne projekty zawodowe i życiowe jeszcze przede mną. Moje ciało daje mi już znać, że za chwilę lub dwie będę musiała zmierzyć się z menopauzą. I z pewnością nie będzie to bieg bez przeszkód, ale nie oznacza to, że czuję się stara, niepotrzebna, że zakończyłam aktywne życie.

Moją furtką do szczęścia na tym etapie życia jest ruch i oddech. Nigdy wcześniej tak bardzo nie słuchałam swojego ciała. Nauczyły mnie tego przede wszystkim joga i pilates, a także mądrzy nauczyciele ruchu, którzy pokazali mi, jak ważne jest holistyczne postrzeganie człowieka i wyczulenie na sygnały, które nam przesyła.

Po co to piszę? Bo widzę ogromną rolę klubów i studiów treningu, trenerów, instruktorów, fizjoterapeutów, dietetyków i wszystkich osób pracujących w branży fitness w odbudowaniu dobrostanu np. kobiet po pięćdziesiątce. Nie jesteśmy jeszcze seniorkami, ale zaczynamy wchodzić w często trudny do zaakceptowania etap.

Rozpostarcie naszych pięknych i dojrzałych skrzydeł wymaga nieco więcej czasu i siły niż u młodego motyla, ale potrafimy latać wysoko i z wielką radością. Może warto się nad nami pochylić i pokazać moc, która tkwi w aktywnym i zdrowym stylu życia? Może warto uzbroić się w wiedzę na temat tej grupy docelowej, jej potrzeb i problemów?

Pozdrawiam
Red. Nacz.

Fot. autorka tekstu

- REKLAMA -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ