Specjaliści zawsze będą w cenie

0
670 wyświetleń

Dokładnie sześć lat temu na łamach naszego magazynu prezentowaliśmy Karolina Libelt Pilates Studio. Wtedy rozpoczynała się moda na zumbę i crossfit. Od tamtej pory dużo się zmieniło w branży, a także na rynku usług fitness w Polsce. Klienci są bardziej świadomi, wyedukowani. Więcej wiedzą na temat aktywności fizycznej. Dziś odświeżamy temat pilatesu, spotykając się z Karoliną Libelt na treningu.

Rozmawiała Dorota Warowna

O dziwo, pilates zniknął z grafików wielu klubów. Stał się domeną kameralnych studiów treningu. Powiedziałabym nawet, że jest produktem niszowym, butikowym, zwłaszcza w tej odsłonie wykorzystującej specjalistyczny sprzęt, taki jak Reformer, Combo Chair, Spine Corrector, Ladder Barrel oraz Hollow Arc. Jak zmienił się odbiór pilatesu od startu twojego studia w 2012 roku? Jak te zmiany wpłynęły na rozwój studia i twój jako instruktora? Wiem, że jako pierwsza w Polsce zdobyłaś prestiżowy tytuł Master Instructora międzynarodowej szkoły Peak Pilates USA. Zmieniłaś również lokalizację studia.

– Nie jestem zaskoczona tym, że pilates zszedł w Polsce z „komercyjnej” sceny klubowej i rozwija się prężnie w kameralnych, wyspecjalizowanych studiach. Taki trend panuje na całym świecie, a my po prostu za nim podążamy. I jest to, według mnie, jedyna słuszna droga. Klient, który praktykuje w takim studiu, śmiem twierdzić, że raczej nie wróci do zajęć pilatesu w klubie fitness, ponieważ jakość, którą studia oferują, jest nieporównywalna. Klient stał się też bardziej wyedukowany, a co za tym idzie – i bardziej wymagający. To ma wpływa na jego wybory i na rozwój rynku oraz takich miejsc, jak m.in. moje studio. Wiem, że regularnie śledzisz mój rozwój i widzisz, że praktycznie już zamieszkałam w USA i uczę się od najlepszych i najważniejszych nazwisk w branży. Myślę, że takie osoby jak ja aktywnie popychają rynek usług prozdrowotnych do przodu, pozostawiając konkurencję, jaką są duże kluby, w tyle. Specjaliści zawsze będą w cenie. A ci najlepsi mają pełne ręce roboty. Dlatego też podjęłam decyzję, żeby przenieść swoje studio do nowej lokalizacji. Ze 130 mkw. zrobiło się teraz 300 mkw. Żeby zapewnić klientom najwyższą jakość i kompleksowość usług, rozpoczęłam także współpracę z osteopatą. Taki model biznesowy sprawdza się wyśmienicie. Klient ma gwarancję, że kompleksowo się nim zaopiekujemy, a przy okazji my, instruktorzy, dużo uczymy się od naszego osteopaty i jeszcze lepiej potrafimy sprostać stawianym nam wymaganiom, a także szybciej osiągnąć spodziewany efekt treningu czy terapii.

Przyznam, że jestem zaskoczona, jak duże zainteresowanie wzbudza pilates np. wśród Włochów. Na tegorocznych targach RiminiWellness stała kolejka do zajęć pilatesu. A co ciekawe, byli to ćwiczący płci obojga. W Polsce mam wrażenie, że generalnie formy body & mind, a w szczególności pilates, są zdominowane przez kobiety. Chyba wciąż pokutuje przekonanie, że pilates to takie zajęcia dla seniorek, na których więcej się leży niż ćwiczy. Spotykam się z takim myśleniem również w przypadku jogi. Przecież na tych zajęciach nie można się spocić… Czy Polska odstaje od reszty świata? Tak jak już wspomniałaś, często bywasz w USA czy w Niemczech. Jak tam postrzegany jest pilates?

– Ten trend rozwija się i będzie nadal się rozwijał i wiedza o tym, czym jest pilates, jest już dużo większa niż kilka lat temu. Lekarze polecają tę formę aktywności dużej liczbie osób, które do nas trafiają. Kolejną grupą są fizjoterapeuci, którzy również zachęcają swoich pacjentów, by ćwiczyli w moim studiu. Świadomość rośnie. Duży wpływ na to mają także nasi klienci, którzy, jak wiadomo, są najlepszymi ambasadorami.
My akurat pracujemy na pilatesie klasycznym, który jest oparty na tzw. orderze (czyli ciągu stałych, niezmiennych, następujących po sobie ćwiczeń) i nie ukrywam, że jest to dość wymagający trening. Oczywiście zajęcia w studiu mamy podzielone na grupy zaawansowania, więc kiedy trafia do nas nowy klient, to od razu kierowany jest do odpowiedniej grupy. Nie ma możliwości, żeby osoba początkująca trafiła na zaawansowane zajęcia. Najpierw uczymy podstawowych ćwiczeń, wzorców ruchowych i kontroli, a dopiero później pozwalamy klientom iść dalej po „kolejne stopnie wtajemniczenia”.
Co do tego, co się dzieje na świecie, to akurat w USA w większości spotkamy się właśnie ze studiami pracującymi metodą klasyczną. W Europie z kolei znajdziemy takie miejsca, gdzie zajęcia prowadzone są metodą klasyczną, ale i takie, gdzie królują metody nowoczesne. Najważniejsze jest to, żeby każdy znalazł to, co mu najbardziej pasuje i pomaga.

Czy w czasach, kiedy za karnet miesięczny do klubu można już zapłacić 39 zł, studio, w którym za jedne zajęcia trzeba zapłacić 40 zł, ma rację bytu i szansę nie tylko przetrwania, ale i zarabiania na siebie? Czy w studiu honorowane są karty sportowe i czy dużo twoich klientów z nich korzysta? Czy karty nie psują twojej polityki cenowej?

– Trudno jest to porównywać. W moim studiu płacisz za wiedzę, doświadczenie i indywidualne podejście. Ja akurat znalazłam rozwiązanie, żeby połączyć oba systemy – karnetów oraz kart sportowych. Nie chcę się zamykać tylko na jeden rodzaj klienta. Wychodzę z założenia, że każdy powinien ćwiczyć pilates i taka jest też filozofia mojego studia. Nie mniej jednak klient korzystający z kart sportowych może uczestniczyć jedynie w zajęciach grupowych na macie. Treningi na maszynach czy treningi personalne są objęte osobno płatnymi karnetami i tam za pojedyncze wejście płaci się od 60 zł. Trening na maszynach traktujemy jak trening półpersonalny – uczestniczyć w nim mogą maksymalnie cztery osoby. Komfort pracy jest duży, jakość zajęć najwyższa (wszyscy instruktorzy są szkoleni osobiście przeze mnie), a cena bardzo przystępna w porównaniu z ceną pojedynczego treningu personalnego.

Zwłaszcza w Anglii, gdzie rozwija się segment klubów butikowych, klienci nie poprzestają na jednym karnecie. Łączą wiele aktywności. Czy pilates to jedyna forma aktywności dla twoich klientów, czy korzystają także z innych form?

– Część z nich korzysta z innych form aktywności. Przeważają wśród nich bieganie, rower, zajęcia jogi. Miłe jest to, że ci, którzy przychodzą na zajęcia na maszynach, widzą ogromną kompleksowość takiego treningu i nic więcej do szczęścia nie jest im potrzebne. Pamiętajmy, że pilates to trening całego ciała (oraz umysłu). Wystarczy dodać do tego codzienne spacery i fundujemy sobie rozwiązanie na przeżycie długich lat w świetnej formie.

Kadra. To temat, którego nie możemy pominąć. Twoje studio to już nie tylko Karolina Libelt, ale kilka innych osób. Wiem, że jakość i fachowość to dla ciebie bardzo istotne cechy. Jak udało ci się zbudować kompetentny i zaufany zespół?

– Znalezienie fajnego miejsca, które spełnia warunki, takie jak odpowiednia powierzchnia, parking, łatwy dojazd itp., okazało się bardzo proste w porównaniu ze skompletowaniem odpowiedniej kadry. Jestem już na rynku kilka lat i nie ukrywam, że dopiero zespół, z którym aktualnie pracuję, jest tym, który „czuję”. Osoba pracująca u mnie musi być przede wszystkim superspecjalistą w swojej dziedzinie, musi non stop się dokształcać i rozwijać, musi mieć osobowość i bezwzględnie dobre podejście do klienta i jego potrzeb. Może to zabrzmi dziwnie, ale stawiam na osoby inteligentne, takie, dla których każdy klient to nowe wyzwanie i niebojące się takich wyzwań podejmować. Daję swoim instruktorom dosyć dużą swobodę, dlatego muszę mieć do nich 100-proc. zaufanie. Zdarzały się nie do końca trafne wybory kadrowe, ale czas lub klient wszystko weryfikowały. Teraz mogę powiedzieć, że jest tak, jak bym chciała, żeby było. W najbliższym czasie znowu będę powiększać kadrę, bo pracy jest więcej, niż się spodziewaliśmy. Oby tak dalej.
No właśnie. Wspomniałaś, że sama kształcisz swoich instruktorów. Jesteś szkoleniowcem. W Polsce rynek szkoleń też nie jest łatwym kawałkiem chleba…
– Zdecydowanie nie jest. Ja działam na rynku już kilka lat i stałe się rozwijam, szkoląc w USA, więc moje nazwisko jest i rozpoznawalne, i ludzie są pewni, że przychodzą po bardzo wartościową wiedzę. Jakbym policzyła, ile pieniędzy wydałam na te kilka już lat szkoleń w USA czy w Europie, to mogłabym jeździć przynajmniej kilkoma dobrymi mercedesami 😜 W Polsce dobre szkolenia są dosyć drogie. Ale pamiętajmy, że lepiej wydać raz więcej i dostać konkretną wiedzę, która zaprocentuje i da nam możliwość dalszego fajnego rozwoju i która przede wszystkim da nam narzędzia do pracy z klientem, tak żeby mu pomóc, a nie zaszkodzić. Ja, żeby zostać Master Instructorem, musiałam pojechać na specjalistyczny camp dla szkoleniowców do Los Angeles, gdzie uczono mnie nie tylko tego, jak wykonać poprawnie ćwiczenia, ale przede wszystkim tego, jak uczyć i jak przekazać wiedzę, by była jasna, przejrzysta i poukładana. Peak Pilates daje supernarzędzia, uczy, jak z nich korzystać. Nasz manual do nauki jest jednym z najlepiej napisanych podręczników, jakie w życiu widziałam. Pisały go osoby, które mają ponad 30 lat doświadczenia w uczeniu pilatesu. Tego nie da się wycenić.

Dziękuję za rozmowę. Z ogromną przyjemnością będę nadal podglądać rozwój twój i twojego studia.

Zdjęcie: materiały archiwalne Karoliny Libelt

- REKLAMA -