Certyfikat jak czek bez pokrycia

0
291 wyświetleń

Swoje dzieciństwo wspominam z przyjemnością. Było w nim dużo zabawy, beztroski i dziadków, z którymi spędzałam czas po szkole i w wakacje. Ich dom i ogród był dla mnie wielkim placem zabaw. Ale wisienką na torcie była piekarnia, którą prowadzili dziadkowie. Gluten był więc obecny w moim życiu od pierwszych dni i raczej w nim pozostanie (chociaż staram się ograniczać). Magazyn z mąką i sklep przy piekarni to były moje ulubione miejsca. Zaczarowane miejsca. Zaczarowane były również dyplomy i certyfikaty na ścianach sklepu, które świadczyły o kompetencji mojego dziadziusia piekarza. Szkolił się i rozwijał od kiedy sięgam pamięcią. Zresztą do późnych lat życia, a dożył sędziwego wieku, z jego rad korzystali inni piekarze prowadzący własne biznesy. Te certyfikaty nie świadczyły tylko o odwiedzeniu kolejnego kursu, ale o zdanym egzaminie, o sprawdzeniu umiejętności, które nabył. O jego PROFESJONALIZMIE.Tymczasem…

Od kilku lat, jak zapewne wiecie, organizuję konferencje, warsztaty lub szkolenia dla menedżerów klubów fitness oraz trenerów. Za każdym razem przed kolejnym wydarzeniem pojawiają się u mnie te same wątpliwości: skoro konferencja czy warsztaty nie kończą się egzaminem, to czy mam prawo wydawać uczestnikom takowego eventu dyplom lub certyfikat. I za każdym razem mam niestety tę samą odpowiedź: nie mam prawa, nie powinnam, bo wtedy ponoszę odpowiedzialność za umiejętności i wiedzę tych ludzi. Ktoś powie, ale przecież uczestnicy chwalą się tymi „dokumentami” w mediach społecznościowych, w swoich klubach i studiach. To świetna reklama. Być może, ale ODPOWIEDZIALNOŚĆ i ETYKA mi na to nie pozwalają. Zrobiłam to na początku mojej branżowej działalności kilka razy i żałuję, bo czytam np. w zgłoszeniach do konkursu Menedżer Roku Branży Fitness w rubryce WYKSZTAŁCENIE, że zgłaszający się uczestniczył w takiej i takiej konferencji i może pochwalić się certyfikatem… I co z tego wynika? Może wpadł na konferencję na 3 wykłady (nawet nie wiecie, ile osób znika po lunchu z konferencji, bo już im się znudziło!) i nawet nie umie ocenić całego wydarzenia w ankiecie, bo w nim praktycznie nie uczestniczył… Tymczasem chwali się certyfikatem. Ile wart jest ten dokument? W naszej branży szasta się certyfikatami i dyplomami. Nie sprawdza się często faktycznego know-how uczestników. Pomyślcie proszę, czy konferencja lub szkolenie na 120 osób, ba, nawet na 30 osób, jest faktycznie wydarzeniem, które daje faktyczne umiejętności i kompetencję w danej dziedzinie, skoro nikt tego nie ocenia? Moim zdaniem nie.

Pozdrawiam słonecznie
Dorota A. Warowna
redaktor naczelna

- REKLAMA -