Dobry produkt w konkurencyjnej cenie

O nowej marce w portfolio firmy Total Fitness Concept, o tym, co jest hitem oferty Apusa i dlaczego więcej maszyn regenerowanych sprzedaje się teraz na eksport, a nie w Polsce, rozmawiam z Maciejem Ślusarczykiem, CEO Total Fitness Concept.

 

Początek roku 2020 był dla was wyjątkowo turbulentny. Przede wszystkim akcja
przeprowadzka.
‒ To fakt. Nie było czasu na nudę. Właśnie się urządzamy w nowym miejscu. Mamy
przede wszystkim większy showroom, gdzie możemy pokazać nie tylko naszą własną markę akcesoriów do treningu – Apus, ale także maszyny regenerowane oraz nowość w naszej ofercie.

No właśnie. Zostaliście europejskim dystrybutorem marki Oemmebi. Co to za marka?
‒ Oemmebi to włoska marka produkująca profesjonalne maszyny do treningu. Początki
firmy sięgają lat 80., w których Oemmebi uznawana była za firmę stawiającą na jakość,
innowacyjność oraz dokładność wykonania. W roku 2015 Oemmebi została przejęta
przez chińską grupę kapitałową z Nantong. Produkcję maszyn przeniesiono ze względów
praktycznych do Chin, gdzie wybudowano bardzo nowoczesne fabryki przeznaczone do
produkcji maszyn marki Oemmebi. W nowych dla Oemmebi warunkach firma zaczęła podbijać rynki wschodnie ‒ Chiny oraz Indie, gdzie szybko zdobyła sporą część rynku. W 2020 roku firma zapragnęła również sięgnąć po rynek europejski. I to właśnie nas wybrała
jako swojego europejskiego dystrybutora. W showroomie można zobaczyć i przetestować
maszyny dostępne w ofercie Oemmebi.

Dlaczego akurat wy? Jak właściciele marki do was trafili?
‒ Już od jakiegoś czasu szukaliśmy ciekawego uzupełnienia naszej oferty. Kilka lat temu byliśmy w Nantong, gdzie produkujemy swoje akcesoria. Przez przypadek trafiliśmy
do fabryki Iron Mastera i poznaliśmy właściciela, który kilka tygodni wcześniej niósł pochodnię olimpijską. Wyobraź sobie, że na jego biurku leżała ulotka z Platinium Fitness.
Okazało się, że był niedawno w Krakowie, bo firma prowadzi także interesy w Polsce. Przez
kilka lat byliśmy w kontakcie, ale nie było okazji do wspólnego biznesu. Kiedy zostaliśmy
właścicielem marki Oemmebi, postanowiliśmy przetestować ich maszyny siłowe. Testy, które
trwały prawie osiem miesięcy w warunkach klubowych, wypadły bardzo dobrze. Stąd
nasza decyzja. Zyskaliśmy dobrej jakości produkt w konkurencyjnej cenie.

Co klienci znajdą w ofercie marki Oemmebi i jakie argumenty przemawiają za
wyposażeniem klubu właśnie w te urządzenia?
‒ W ofercie mamy maszyny stosowe, maszyny plate loaded, ławki i bramy. To, co na
pewno powinno przyciągnąć także polskich inwestorów, to stosunek jakości do ceny.
Tego właśnie szukaliśmy na rynku. Chcemy móc proponować klientom sprzęt konkurencyjny
cenowo. Maszyny są proste konstrukcyjnie, porządnie wykonane, mają odpowiedni
zakres ruchu. I są trwałe. A przy tym prezentują się dobrze.

Czy w przypadku maszyn Oemmebi jest miejsce na customizację pod kątem konkretnego klubu?
‒ To, co prezentujemy w showroomie i na stronie internetowej, to oferta standardowa.
Jeśli klient ma trochę czasu i realizujemy dla niego większe zamówienie, to za dopłatą możemy zlecić przygotowanie maszyn wg jego wytycznych co do kolorystyki. Możemy też
wykonać tę usługę w Polsce, we własnej lakierni, gdzie regenerujemy maszyny używane.
Możemy także wyszyć logo klubu na tapicerce. Mamy w takich pracach doświadczenie i maszyny te będą objęte taką samą gwarancją.

Można więc teraz razem z Total Fitness Concept stworzyć pełnowartościowy
klub fitness.
‒ Oczywiście. Zaproponujemy nowe maszyny siłowe Oemmebi, regenerowane cardio
znanych marek, a strefę funkcjonalną i treningu personalnego, ale także salę do zajęć
grupowych, wyposażymy w akcesoria Apusa.

Skupiliśmy się na rynku polskim, a przecież zostaliście dystrybutorem na całą Europę. Co to dla was oznacza? Odwołane FIBO, gdzie mieliście się pokazać, nie pomaga.
‒ Dla nas oznacza to pracę organiczną nad rynkiem. Przedstawiamy klientom nową markę,
do której sami muszą się przekonać. Zapewne zaczną poznawać ją na pojedynczych
produktach, żeby w efekcie sięgnąć po całe linie.

Czy rynek europejski potrzebuje jeszcze kolejnej marki? Czy nie jest już nasycony
ofertą? A może główne pole bitwy rynkowej to jednak urządzenia cardio?
‒ Ciekawe pytanie. Myślę, że potrzebuje, bo wcale nie ma takiego wielkiego wyboru
akurat w tym segmencie cenowym. Zdecydowanie uważam, że jest miejsce dla Oemmebi.
Producenci europejscy czy amerykańscy nie będą dla tej marki konkurencyjni cenowo.
W Polsce powstaje coraz mniej klubów niezależnych. Większość inwestycji to jednak sieci.
My patrzymy też w kierunku innych rynków. 70 proc. naszej sprzedaży to zagranica. Dla
nas interesujące są rynki rozwijające się, jak Węgry, Rumunia, Serbia. To są nasze rynki
zbytu. Tam jeszcze bardziej pożądane są urządzenia, nazwijmy to, rozsądne cenowo.
Na razie jesteśmy naprawdę zadowoleni z odbioru Oemmebi. Klienci, który sięgnęli po ten
produkt jednostkowo, wracają po całe linie.

Wasza oferta to jednak nie tylko marka Oemmebi. To także wasza własna marka – Apus. W czym czuje się mocny Apus?
‒ Nie poszerzamy asortymentu akcesoriów, nie eksperymentujemy, bo wiemy już, co klienci lubią i co chętnie kupują. Stworzyliśmy solidną i ciekawą stylistycznie kolekcję akcesoriów, która jest ponadczasowa. Klienci cenią nasze produkty za dobre rozwiązania. Największymi
hitami oferty pozostają wolne ciężary i obciążenia. Dobrym ruchem było to, że zrezygnowaliśmy z gumowych obciążeń i przestawiliśmy produkcję na poliuretan. Nie pamiętam reklamacji w ostatnich 2‒3 latach. Ale zainwestowaliśmy w te produkty sporo pieniędzy i to teraz procentuje. Najbardziej wymagający klienci chwalą nie tylko design,
ale i wykonanie oraz ich trwałość. Wszystkie inne produkty traktujemy jako komplementarne. Cały czas dbamy też o kompleksowość, żeby klient miał wybór i mógł się u nas zaopatrzyć we wszystkie potrzebne
akcesoria.

Wcześniej wspominaliśmy również o maszynach regenerowanych. To także jedna z ważnych nóg waszego biznesu. Czy nadal jest to tak chodliwy towar?
‒ W Polsce, ponieważ otwiera się mniej klubów niezależnych, rynek ten zmniejszył się. Ale działamy za granicą, także dzięki wielu kontaktom z zeszłorocznego FIBO. Np. kluby ze Skandynawii sięgają po naszą ofertę w tym segmencie.

Zapomnieliśmy jeszcze o jednym produkcie, który uzupełnia waszą ofertę. Myślę o Jacobs Ladder. Klienci chętnie wstawiają te maszyny do klubów?
‒ Jacobs Ladder to bardzo ciekawy sprzęt. Jest przeznaczony zarówno dla amatorów, jak i profesjonalnych sportowców, którzy są zainteresowani podniesieniem swojej sprawności fizycznej. Warta uwagi jest jego unikalna konstrukcja. Jacobs Ladder oferuje trening
o wysokiej intensywność. Badania pokazują, że urządzenia cardio Jacobs Ladder dają możliwość większego spalania kalorii przy niższym poziomie postrzeganego wysiłku, dzięki czemu „łatwiej jest pracować ciężej” niż na jakimkolwiek innym sprzęcie do ćwiczeń. Wyłącznym dystrybutorem Jacobs Ladder zostaliśmy z końcem roku 2019 – podobnie jak w przypadku Oemmebi pozwalamy klientom oswoić się z marką, a szczególnie z nowymi produktami, które pojawiły się w ofercie tego amerykańskiego producenta. Do tej pory znana tylko z Drabiny Jakuba firma ma już w ofercie schody, a także maszynę do
treningu na linie.

Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w tej zupełnie nowej rzeczywistości biznesowej.

Rozmawiała Dorota Warowna

Fot. redakcja

 

- REKLAMA -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ