Wypadek w klubie

W rozwoju własnego biznesu i kariery bierzemy pod uwagę wiele aspektów, głównie te, które bezpośrednio przekładają się na zwiększenie przychodu w klubach. Szkolimy się ze sprzedaży i obsługi klienta, coraz większą wagę przykładamy do planowania marketingowego, zaczynamy doceniać potrzebę opracowania strategii i budowania wizerunku marki. A co z odpowiedzialnością za ludzi, którzy powierzają nam swoje zdrowie i życie?

Tekst: Magdalena Rodak-Dębowska, Krystian Kempa

Na ile czujemy ten ciężar, analizujemy przepisy, zdajemy sobie sprawę z obowiązku należytego podejścia do zagadnień bezpieczeństwa, potrzeby zatrudniania wykwalifikowanej kadry przygotowanej na najtrudniejsze sytuacje związane z wypadkami czy zagrożeniem życia?
Znane są przypadki śmiertelne w klubach fitness w Polsce, sama otarłam się o jeden z nich, jako osoba odpowiedzialna z kontakty mediami. Na razie nie jest o nich tak głośno, jak w przypadku wypadków śmiertelnych podczas imprez biegowych, ale to kwestia czasu i wzrostu świadomości wśród klientów klubów. Czas najwyższy przygotować się do sytuacji, kiedy klub i trener będzie pociągany do odpowiedzialności za prowadzone treningi i działania. Co jednak najważniejsze, czas poczuć tę odpowiedzialność jako człowiek, trener i osoba prowadząca biznes. Dla poruszenia wyobraźni i rozważenia, za zgodą autora, przytaczamy prawdziwe historie, które na swoim blogu FitnessInfo opisał Krystian Kempa.

Chciałbym przytoczyć wam dwa przypadki zgonów w klubach fitness, do których doszło w zeszłym roku. Pierwszy z nich to 21-letni chłopak, który został znaleziony w basenie jednego z irlandzkich klubów fitness ‒ krótko po tym jak wyszedł z sauny. Według relacji świadków John źle się poczuł podczas sesji w saunie parowej i postanowił wyjść z niej, aby zaczerpnąć świeżego powietrza i ochłodzić swoje ciało. To była ostatnia chwila, gdy widziano go żywego. Po kilku minutach inne osoby wychodząc z sauny znalazły go w basenie, unoszącego się na wodzie. Niestety, mimo błyskawicznej akcji ratunkowej, w której główną rolę odegrali pracownicy klubu i ratownicy medyczni wezwani na pomoc, John zmarł. Okazało się później, że chłopak cierpiał na epilepsję i nie powinien korzystać z sauny. Prawdopodobnie ‒ zaraz po wyjściu z niej ‒ dostał ataku, a upadając na podłogę, uderzył głową o posadzkę i wpadł się do basenu.

Druga śmierć zdarzyła się również w Irlandii. Menedżer klubu fitness podczas obchodu obiektu zauważył leżącego w kabinie toalety mężczyznę. Sytuacja była bardzo dramatyczna, ponieważ mężczyzna nie odpowiadał na sygnały zewnętrzne, a swoim ciałem zablokował i tak wcześniej zamknięte drzwi do kabiny. Dzięki pomocy członków klubu udało się wyłamać drzwi i wyciągnąć Pata z kabiny. Niezwłocznie przystąpiono do akcji ratunkowej, lecz po kilku dniach Pat zmarł w szpitalu, jak się później okazało ‒ miał na rozległy atak serca.
Dlaczego opisałem właśnie te dwa przypadki, podczas gdy na pewno było ich znacznie więcej? Bo oba zdarzyły się w klubie, którym zarządzam, a osobą, która znalazła Pata, byłem ja. Osobiście znałem obie osoby, bo staram się poznać każdego z moich klientów, dlatego śmierć w obu przypadkach dotknęła mnie personalnie. Przez jedenaście lat mojej obecności w świecie fitness, do feralnego 2015 roku, tylko raz musiałem ratować komuś życie. Zdarzyło się to w 2007 roku, po podjęciu pracy w klubie fitness w jednym z hoteli Hilton. Wysłano mnie wtedy na kurs pierwszej pomocy, bo tego wymagały przepisy sieci. Po niespełna tygodniu od ukończenia kursu jedna z klientek klubu zasłabła wchodząc do jacuzzi, po czym jej akcja serca zanikła. Udało mi się przywrócić rytm serca zanim karetka przyjechała na miejsce.

Od tego czasu, gdziekolwiek pracuję, zawsze kładę duży nacisk na kwestię szkoleń pierwszej pomocy wśród osób mi podlegających. I tak też było po objęciu klubu, w którym obecnie pracuję. Na początku stoczyłem dużą bitwę z właścicielem klubu o pieniądze na kurs pierwszej pomocy i kurs obsługi defibrylatora, który wisiał na ścianie w siłowni z wyczerpaną baterią i brakującymi padami. Jego argumentem przeciw kursom był fakt, że w Irlandii nie odpowiada się prawnie za nieudzielenie pomocy osobie potrzebującej (odwrotnie niż w Polsce), a można odpowiadać za nieumiejętnie udzieloną pomoc. Chore, ale prawdziwe. Mimo wszystko przekonałem go, że poczucie bezsilności i wyrzuty sumienia, które mogą dręczyć świadków nieszczęśliwego zdarzenia, to wyższa kara niż odpowiedzialność karna lub cywilna za próbę ratowania czyjegoś życia. Dzięki kursom ‒ które moi podwładni odbyli na początku roku ‒ wiem, że wiedzieliby, jak się zachować w przypadku Johna, a świadomość, że zrobili wszystko, co było w ich mocy, na pewno odciążyłaby ich psychicznie.

Po tych emocjach warto zapoznać się z rzeczowym komentarzem eksperta, prawnika – w jakim zakresie klub ponosi odpowiedzialność i jak może zabezpieczyć się w kryzysowych sytuacjach.

Komentarz eksperta

Michał Pratkowski członek Izby Adwokackiej w Warszawie. Ukończył Wydział Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Podstawową sferą jego zainteresowań prawnych jest prawo karne. Tym niemniej, dzięki odbyciu wszechstronnej aplikacji adwokackiej, posiada doświadczenie w prowadzeniu spraw cywilnych, rodzinnych oraz bieżącej obsłudze prawnej podmiotów gospodarczych. www.pratkowski.com

W pierwszej kolejności należy wskazać, że odpowiedzialność z tytułu tzw. szkody na osobie może być odpowiedzialnością cywilną, jak i karną. Podstawę ewentualnej odpowiedzialności karnej stanowią stosowne przepisy Kodeksu karnego – w szczególności art. 156 i 157 k.k., a w przypadku śmierci osoby art. 155 k.k. Podstawą ewentualnej odpowiedzialności cywilnoprawnej będą przepisy Kodeksu cywilnego. Przepisem, który ma rudymentarne znaczenie dla ewentualnej odpowiedzialności cywilnoprawnej przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą w zakresie klubu fitness, jest art. 415 k.c., który stanowi, że kto z winy swej wyrządził drugiemu szkodę, obowiązany jest do jej naprawienia. Dodać należy, że w przypadku zaistnienia szkody na osobie poszkodowanemu służą następujące roszczenia: o odszkodowanie, zadośćuczynienie oraz rentę (art. 444 § 1 k.c. i dalsze).

Odpowiedzialność cywilna
Aby przypisać komuś odpowiedzialność cywilnoprawną muszą zaistnieć kumulatywnie trzy przesłanki: zawinione działanie bądź zaniechanie podmiotu odpowiedzialnego, szkoda oraz związek przyczynowy pomiędzy zawinionym działaniem lub zaniechaniem a szkodą. Szkoda może być szkodą materialną oraz szkodą niematerialną nazywaną krzywdą.
Należy wskazać, że wina w prawie cywilnym jest rozumiana bardzo szeroko, tzn. jako wina umyślna, jak również jako wina nieumyślna. W zakresie odpowiedzialności podmiotów prowadzących kluby fitness w zasadzie należałoby dla potrzeb niniejszego artykułu ograniczyć się do odpowiedzialności za winę nieumyślną, rozumianą jako niedbalstwo lub lekkomyślność. Można w uproszczeniu przyjąć, że podmiot prowadzący klub fitness będzie ponosił odpowiedzialność z tytułu szkody na osobie, jeżeli nie dochowa należytej staranności w doborze sprzętu, ludzi etc.

Uwaga na umowę!
Podstawową powinnością podmiotu prowadzącego klub fitness jest skonstruowanie precyzyjnej umowy zawieranej pomiędzy nim a klientem, która w największym możliwym stopniu będzie chroniła interesy przedsiębiorcy w zakresie uwolnienia się lub zminimalizowania odpowiedzialności za szkody na osobie. W przedmiotowej umowie winny znaleźć się postanowienia w zakresie, kto (osoby pełnoletnie czy niepełnoletnie) i w jakim stanie zdrowia (osoby zdrowe, po urazach) może korzystać z usług oferowanych w klubie fitness. Należy precyzyjnie ustalić także, czy podmiot prowadzący klub fitness ogranicza swoją działalność wyłącznie do odpłatnego korzystania ze sprzętu fitness na ryzyko klienta, czy też bierze pełną odpowiedzialność także za skutki błędnie dobranego treningu. To rozróżnienie jest szczególnie istotne w sytuacji, w której klienci wykonują ćwiczenia czy też plany treningowe pod nadzorem trenerów czy instruktorów zatrudnionych w klubie.

Certyfikowany i sprawny sprzęt
Należy zauważyć, że praktycznie niemożliwe jest wyłączenie odpowiedzialności z tytułu szkód na osobie w przypadku, w którym źródłem szkody jest niesprawny sprzęt do treningu.
Zatem wszelkie urządzenia, które służą do treningu, winny posiadać stosowne certyfikaty, dopuszczające do użytkowania na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej, jak również znajdować się w nienagannym stanie technicznym oraz być objęte bieżącą opieką serwisową.
Dochowanie staranności w tym zakresie minimalizuje możliwość powstania szkody.
Oczywiście w kategoriach probabilistyki można wyobrazić sobie szkodę spowodowaną przez urządzenie nowe, serwisowane i spełniające odpowiednie normy – w takim wypadku odpowiedzialność za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny ponosi producent (art.
4491 k.c. i dalsze). Przy lub na urządzeniach winny znajdować się czytelne instrukcje obsługi w języku polskim. Równocześnie instruktor/trener winien udzielać informacji w zakresie prawidłowego używania przedmiotowych urządzeń.

Zakres odpowiedzialności trenerów/instruktorów
Trenerzy/instruktorzy świadczący usługi na rzecz przedsiębiorcy prowadzącego działalność w zakresie prowadzenia klubu fitness winni mieć doświadczenie potwierdzone certyfikatami, a także posiadać ubezpieczenie z tytułu odpowiedzialności cywilnej z tytułu własnych błędów. W umowach z trenerami czy instruktorami winien być bardzo precyzyjnie określony zakres odpowiedzialności instruktora/trenera wobec przedsiębiorcy w przypadku ujawnienia się szkody na osobie, powstałej na skutek błędnego treningu wykonywanego pod nadzorem instruktora/trenera lub błędnego planu treningu przygotowanego przez instruktora/trenera. Szczególne znaczenie zakres odpowiedzialności wobec przedsiębiorcy ma w przypadku, jeżeli przedsiębiorcę z instruktorem/trenerem łączy umowa cywilnoprawna.

Na zakończenie
Należy zauważyć, że w obecnych realiach wskazane jest, a nawet konieczne, aby przedsiębiorca, prowadząc tego rodzaju działalność, zawarł umowę ubezpieczenia w zakresie odpowiedzialności cywilnoprawnej za ewentualne szkody na osobie, a suma gwarancyjna była możliwie jak najwyższa. W Polsce od kilku lat lawinowo rośnie wysokość kwot zasądzanych przez sądy z tytułu zadośćuczynienia, odszkodowania czy renty. Kwoty z tytułu zadośćuczynienia/odszkodowania sięgają niejednokrotnie kilkuset tysięcy złotych – oczywiście przy poważnych urazach, jak również wysokość zasądzanych kwot z tytułu wypłat comiesięcznych w niektórych sprawach zawiera się w przedziale od 5000 zł do 10 000 zł.

Artykuł nie ma charakteru wyczerpującego ani nie stanowi porady prawnej.

- REKLAMA -