Menedżer Roku Branży Fitness

Rozmowa z Ramoną Kurelowską rozpoczyna cykl wywiadów ze zwycięzcami konkursu Menedżer Roku Branży Fitness 2016. Ramona to laureatka konkursu w kategorii klub o powierzchni powyżej 1000 mkw.

Rozmawiała Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcie Tomasz Zuzański

Jak to jest zostać Menedżerem Roku Branży Fitness po zaledwie roku sprawowania tej funkcji? Domyślam się, że na początku takiej drogi towarzyszy ci pasja i pełne zaangażowanie. Może to właśnie czynniki, które odróżniają cię od wieloletnich menedżerów, którym po latach pracy może tego zabraknąć?
– To wielkie zaskoczenie i ogromna satysfakcja! To dla mnie najważniejsze wyróżnienie. Jeśli praca jest pasją i spełnieniem, to nietrudno się zatracić. W życiu potrzebna jest odwaga. Strach nie jest dobrym doradcą. W domu mamy motto, które powtarzamy naszej pięcioletniej córce Kalinie: „Strach zachodzimy od tyłu i krzyczymy głośno AAAAAA….!!!”. Jak strach się wystraszy i ucieknie, to wszystko jest możliwe. Realizuję swoje plany i marzenia pomimo niepewności, która zawsze przychodzi przy zmianach i nowych projektach. Ważny jest też „kręgosłup” biznesowy, dla mnie to wiedza, którą wciąż pogłębiam, planowanie, systematyka i konsekwencja oraz uśmiech, który zaraża innych do działania. Jeśli głęboko wierzysz w swoją wizję, to inni również uwierzą i pójdą za tobą.

W zgłoszeniu konkursowym czytamy, że udało się przez rok twojej działalności znacznie podnieść zyskowność klubu. Czy możesz się z nami podzielić, jak to zrobiliście, jakie procesy wdrożyłaś i co miało kluczowe znaczenie?
– Przez ostatni rok towarzyszyło mi hasło: Nowy Rok, nowe Infiniti, nowa ty. Nie chciałam być jak Scarlett O’Hara, która odkłada trudne tematy i decyzje na jutro. Dostałam od losu szansę na całkowitą zmianę życia zawodowego. Musiałam reagować szybko i skutecznie. To był dla mnie i dla mojego zespołu trudny rok. Rok zmian. Infiniti Fitness Club przeszedł całkowitą metamorfozę na każdej płaszczyźnie. Zmiany zaczęłam od budowania, a potem szkolenia swojego zespołu. Wprowadziłam umowy członkowskie oraz stworzyłam model opieki nad klientami zakładający, że od pierwszego dnia klient ma wsparcie i buduje relacje nie tylko z personelem, ale również z innymi klubowiczami. Wydłużyło to cykl życia klienta w klubie i zwiększyło jego wartość życiową. Zostały wprowadzone procedury pozyskiwania klienta oraz jego utrzymania w klubie. To my kreujemy doświadczenia klienta w naszym klubie. Ponadto zostały stworzone nowe strefy w klubie, aby zwiększyć jego przepustowość: dodatkowa strefa wolnych ciężarów, strefa sztuk walki (otworzyliśmy największą i najlepiej wyposażoną strefę na Opolszczyźnie), strefa indoor walking, strefa indoor cycling.

Zarządzanie klubem o powierzchni 2500 mkw. z dwupiętrową siłownią, czterema salami do zajęć grupowych, sklepem i restauracją to duże wyzwanie. Jak szybko odnalazłaś się w tej roli i co było najtrudniejsze, a co przyszło z niezwykłą łatwością?
– Nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych, a wyzwanie to moje drugie imię. Wielozadaniowość mam we krwi. Ale przyznaję, nie było łatwo. Czułam się jak dziecko we mgle. Jak szybko odnalazłam się w tej roli? Nie wiem… Przy takim tempie pracy i tylu obowiązkach żyjesz tak, że nie wiesz, czy to jawa, czy już sen. W ciągu tego roku nauczyłam się tak wiele, ile niektórzy przez całe swoje zawodowe życie. Co było najtrudniejsze? Musiałam nauczyć się delegować obowiązki i zaufać, że inni wykonają swoją pracę dobrze. Przecież ja wszystko robię najlepiej. (śmiech). Udało mi się stworzyć zespół, którego jestem pewna i jestem z nich bardzo dumna. Będę o nich walczyć jak lwica.

Wiem, że nie zawsze jest łatwo, kiedy awansujemy na wyższe stanowisko i przychodzi nam zarządzać naszymi koleżankami i kolegami. Ty byłaś w Infiniti koordynatorem fitness i następnie powierzono ci funkcję menedżera obiektu. W jaki sposób wpłynęło to na relacje w zespole?
– W tej sytuacji zarządzanie ludźmi to ta część mojej pracy, która była dla mnie największym wyzwaniem. Miałam wysoko zawieszoną poprzeczkę. Zapanował popłoch, choć starali się tego nie okazywać. Nie czułam poparcia w zespole. Większość osób znała mnie tylko jako wesołą i postrzeloną instruktorkę fitness. Nie mieli pojęcia na temat mojego wykształcenia, doświadczenia zawodowego oraz moich kompetencji. Jestem magistrem prawa międzynarodowego z 10-letnim doświadczeniem w sprzedaży. Pracowałam w wielkiej korporacji farmaceutycznej. A my przecież wszędzie i zawsze sprzedajemy. Zawsze chcemy pokazać się z najlepszej strony – to też sprzedaż. Ważne, aby człowiek był prawdziwy. Nie jestem zwolenniczką manipulacji. Stawiam na szczerość i zaufanie. Na jednym z branżowych szkoleń przeczytałam tekst, który nauczył mnie najwięcej: „Były sobie cztery osoby: Każdy, Ktoś, Ktokolwiek i Nikt. Trzeba było wykonać bardzo ważną pracę i Każdy został o to poproszony. Każdy był pewnie, że Ktoś to zrobi. Ktokolwiek mógł to zrobić, ale Nikt tego nie zrobił. Ktoś zezłościł się z tego powodu, ponieważ było to powinnością Każdego. Każdy myślał, że Ktokolwiek mógł to zrobić, ale żadnemu z nich nie przyszło do głowy, że nikt tego nie zrobił. Skończyło się na tym, że Każdy obwiniał Kogoś za to, że Nikt nie zrobił tego, co mógł zrobić Ktokolwiek”. Ważna jest komunikacja w zespole. Jasny przekaz i współpraca.
Stoczyłam walkę jak gladiator, by zyskać zaufanie zespołu co do moich kompetencji zawodowych jako menedżer. Każdego dnia buduję swoją markę. Najpiękniejszy dzień w pracy to ten, kiedy widzisz w oczach swoich ludzi, że jesteś dla nich ważny. Ja pójdę za nimi w ogień i myślę, że oni za mną też.

Jaką szczególną wartość dostarczacie swoim klubowiczom? Co wysunęłabyś na plan pierwszy? W czym Infiniti Club Fitness osiąga poziom mistrzowski?
– Mamy ogromny szacunek dla klientów. To oni współtworzą to miejsce, więc muszą się tu czuć jak w domu – swobodnie i dobrze. Staramy się stworzyć dla nich miejsce przyjazne, takie, gdzie każdy jest lubiany i rozpoznawalny.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszego rozwoju.

- REKLAMA -