Przyjaciel i motywator

0
387 wyświetleń

Z Mateuszem Nogalą, laureatem konkursu Menedżer Roku Branży Fitness w kategorii klub o powierzchni 500-1000 mkw., rozmawiamy o początkach w biznesie, zespole i bolączkach przedsiębiorcy w branży fitness.

Rozmawiała Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcie Tomasz Skowroński

Jak to jest, kiedy zaczyna się prowadzić biznes w postaci klubu fitness? Czy podstawowym motorem napędowym jest pasja do zawodu i marzenia o czymś swoim? Jak wyglądały
twoje początki?
− Dokładnie tak, pasja do sportu towarzyszy mi od zawsze. Od podstawówki, gdzie grałem w drużynie szkolnej w koszykówkę czy piłkę nożną. W liceum pasjonowało mnie kolarstwo i pływanie. Ukończyłem zresztą poznański AWF. Uważam, że mam ogromne szczęście,
że mogę pracować i robić to, co kocham. Chociaż oczywiście początki były bardzo trudne, a wyobrażenia o prowadzeniu klubu zupełnie różne od rzeczywistości.

A kiedy przyszedł czas na zdobywanie wiedzy związanej z zarządzaniem biznesem? Co w tym obszarze okazało się najbardziej wartościowe?
− Zdobywanie wiedzy zacząłem już na studiach. Na początku pod kątem szkoły pływania, którą przez cały okres studiów prowadziłem i to z bardzo dobrym skutkiem. Można powiedzieć, że w moim mieście byłem zawsze o krok przed innymi, jeśli chodzi o nowe metody nauczania, podejście do klienta. A pomysł na fitness narodził się jeszcze, kiedy chodziłem do małego osiedlowego klubu, w zasadzie piwnicznej siłowni. Tam w recepcji leżały magazyny branżowe. Z tego co pamiętam, Dorota Warowna była redaktorem naczelnym jednego z nich. W nim też przeczytałem o kursie Menedżer Fitness, organizowanym przez PZFW. I tak postawiłem pierwszy krok. Kurs okazał się przełomowy, poznałem dzięki niemu ludzi, od których wiele się nauczyłem.

Czy teraz, z perspektywy czasu, zauważasz, jakie błędy popełniłeś? Co byś doradził tym, którzy są na początku swojej drogi związanej z prowadzeniem klubu fitness?
− Na pewno w tym biznesie, jak i w każdym innym, nie można działać ulegając emocjom, pośpiechowi. Wszystko musi być dokładnie przemyślane. Prowadzenie klubu to nie jest łatwy kawałek chleba, jak kiedyś myślałem. Kosztowało mnie to wiele czasu, prób i błędów.
Na pewno doradzałbym każdemu dobrze przemyśleć swoją inwestycję, miejsce, profil klubu, skonsultować się ze specjalistami – teraz mamy o wiele więcej możliwości profesjonalnej pomocy z zewnątrz, takiej niezależnej, której nie będzie zależało, żebyś kupił jak
najdroższy sprzęt.

Perfect Body Fitness w czym jest perfekcyjny, w czym jesteście nie do pokonania na rynku lokalnym?
− Myślę, że naszym wyróżnikiem zawsze była chęć bycia najlepszymi na lokalnym rynku. Oczywiście jest to zasługa całego naszego teamu. Nigdy nie staliśmy w miejscu, nasza pasja pchała nas ciągle do nowych pomysłów, ciągłego poszerzania wiedzy. Na żadnym szkoleniu czy konferencji fitness, targach nigdy nie spotkaliśmy nikogo z naszego miasta. Dodatkowo staramy się z naszymi klubowiczami żyć jak najlepiej, znamy się z większością bardzo długo, przyjaźnimy, organizujemy wspólne wypady, imprezy itp. To jest nasza
siła, ale to zasługa, jak podkreślam, całego zespołu.

A z jakimi trudnościami zmaga się klub fitness w mniejszym mieście? Jak wygląda konkurencja?
− Na naszym małym rynku musimy przede wszystkim starać się być najlepsi i nie popełniać błędów albo popełniać ich jak najmniej. Nie mamy takiej rotacji klubowiczów, nie możemy pozwolić sobie na duży wskaźnik rezygnacji z członkostw. A co do konkurencji, w małym mieście może wydarzyć się taka sytuacja, że inne kluby zaczynają podbierać i starać się o twoich klubowiczów i przed tym przestrzegam innych menedżerów z mniejszych miejscowości. My staliśmy się pionierami w naszym mieście i wiele z naszych pomysłów
jest powielanych u konkurencji, tyle że często bez odpowiednich szkoleń i licencji.

Mateuszu, pocieszę cię albo i zmartwię − podbieranie klientów i kopiowanie konkurencji to nie tylko specyfika mniejszych miejscowości. W zasadzie to powszechne praktyki rynkowe. Pytanie tylko, gdzie są ich granice? A jakim jesteś menedżerem? Ile w tobie nadzorcy, opiekuna, inspiratora czy przyjaciela? Ile w tobie motywatora czy lidera? Pytałeś kiedyś o to swój zespół? Które z ról by ci przypisali?
− Staram się być przyjacielem i motywatorem. Mam bardzo duże zaufanie do moich ludzi, do całego teamu. Jak trzeba, to pomagam w obowiązkach. W klubie czujemy się jak rodzina, myślę, że w sytuacji małego klubu, w mniejszym mieście jest to fajne rozwiązanie,
przyjemnie spędza się czas, nie zauważając, że jest się w pracy.

Dziękuję za rozmowę.

- REKLAMA -