Mistrzowski duet

0
166 wyświetleń

Z Joanną i Pawłem Nastulami spotykamy się w klubie w Łomiankach. Oboje podczas całej rozmowy są niezwykle otwarci i prawdziwi, niczego nie udają. Chętnie opowiadają o swoich planach i potrzebie nauki. Widać, że całe serce wkładają w prowadzenie klubów i – jak sami mówią – nieustannie pracują nad ich rozwojem.

Rozmawiała Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcia Zofia Kowalczyk

Prowadzicie dwa kluby pod marką Nastula Club. Jeden z nich na warszawskich Bielanach, a drugi w Łomiankach. Możecie powiedzieć, czym wyróżniają się wasze kluby, czym się od siebie różnią i do jakiego klienta trafiacie ze swoją ofertą – jak się pozycjonujecie?
Paweł Nastula: – Nasz klub na Bielanach funkcjonuje już prawie 15 lat. Wyróżniamy się przede wszystkim tym, że mamy w ofercie sporty walki i zajęcia dla dzieci. Byliśmy pierwszym klubem w Warszawie, który połączył fitness ze sztukami walkami. Teraz to już się zmieniło, coraz więcej jest podobnych klubów, dlatego największym wyróżnikiem jest nazwa klubu, firmowana moim nazwiskiem i gwarancją mistrza olimpijskiego, gwarancją najwyższej jakości. Klub na Bielanach jest nastawiony bardziej na sporty walki, tak jest też kojarzony, zajęcia dla najmłodszych to Funny Judo od 4. roku życia, judo dla dzieci w wieku szkolnym, Cross Extreme. Klub w Łomiankach oprócz siłowni, zajęć dla dzieci oraz sztuk walki posiada szeroki wachlarz zajęć fitness oraz Kącik Malucha.
Joanna Nastula: – To ja jeszcze dodam coś, co słyszymy od naszych klientów, że
wyróżniamy się atmosferą.
Paweł (przerywa szybko Joasi): – To tak pięknie brzmi, teraz wszędzie czytam, że
„wyróżniamy się atmosferą” i nie wiem, czy za każdym razem to jest prawda?
Joanna: – Pozwól, że rozwinę tę myśl. Chodzi o to, że my z Pawłem czujemy się jak gospodarze i traktujemy naszych klientów jak gości. Klienci to widzą i nam to mówią. U nas
jest inaczej niż w sieciówkach, w których wszystko zamknięte jest w ramach sztywnych
procedur.

Czy to oznacza, że u was nie ma procedur?
Paweł: – Raczej trudno z ich egzekwowaniem. Bardziej mamy na myśli to, że jesteśmy dostępni w klubach na co dzień i można z nami o wszystkim porozmawiać.
Joanna: – Nasze kluby są dla całych rodzin. Proponujemy zajęcia dla dzieci już od 4. roku życia i pracujemy nad rozwinięciem oferty w kierunku seniorów. Współorganizujemy również wyjazdy rodzinne połączone z aktywnością fizyczną.
Paweł: – Jeśli chodzi o pozycjonowanie, to kierujemy naszą ofertę do klienta średniozamożnego w wieku 4+.

No właśnie, w dużym zakresie wasze usługi skierowane są do dzieci: zajęcia ruchowe, urodziny, obozy. Czym się kierowaliście przy podejmowaniu decyzji
o przygotowaniu oferty dla najmłodszych?
Joanna: – Głównym motywem jest promowanie aktywności wśród dzieci, wychowanie
poprzez sport. Kiedy otwieraliśmy pierwszy klub na Bielanach, robiliśmy to dlatego, żeby
Paweł miał gdzie trenować, szukaliśmy swojego miejsca. Naturalnie pojawiły się dzieci,
tak jak w każdym klubie sportowym. Stworzyliśmy Funny Judo dla przedszkolaków. To
nasz pomysł. Teraz z tą nazwą można spotkać się w wielu miejscach Warszawy. Wraz
z pojawieniem się dzieci narodził się pomysł na organizację urodzin na macie, prowadzonych przez nasz personel, a obecnie współpracujemy już z firmą zajmującą się takimi imprezami. Od niedawna uczestniczymy również w organizacji obozów rodzinnych.

Na waszej stronie internetowej jest piękna historia, ciekawie napisana biografia
Pawła. Ludzie kochają historie. Z całym szacunkiem dla mistrza, jednak
mogą znaleźć się osoby, które nie będą dokładnie kojarzyły wszystkich sukcesów
judoki „Nastka”, ale kiedy o tym przeczytają, z pewnością z podziwem
spojrzą na właściciela klubu, co może wpłynąć na ich decyzję, dotyczącą wyboru
miejsca do ćwiczeń. Czy myślicie, że dla wielu klientów sportowa przeszłość
Pawła ma wpływ na to, że wybierają właśnie wasze kluby?
Paweł: – Myślę, że to działa głównie w pierwszym kontakcie, kiedy przychodzi
nowy klient. Potem ważniejsza jest jakość tego, co proponujemy. Jeżeli sprzęt będzie
niesprawny, zajęcia źle poprowadzone, w recepcji obsługa nie spełni oczekiwań klienta,
to moje nazwisko nie zmieni odbioru i nie zatrzyma klienta. Ostatnio jeden pan, który
przychodzi do nas od jakiegoś czasu, powiedział, że pamięta moją walkę w Atlancie
i to wspomnienie, emocje odświeżają mu się, kiedy jest w naszym klubie, dlatego lubi u nas trenować. Jak mówi, nie wyobraża sobie innego miejsca do ćwiczeń. Na moje zajęcia
przyjeżdżają ludzie z różnych części Warszawy. Na Bielany nawet z Anina (uśmiech).
Joasia: – Często jest też tak, że ze względu na Pawła rodzice przyprowadzają do nas
swoje dzieci na judo, mimo że takie zajęcia są w szkole, bo mają pewność, że mistrz
olimpijski gwarantuje najlepszą jakość. To nie jest kwestia samego treningu, ale też siła pokazywania wzorców, autorytetów.

Paweł, sam prowadzisz zajęcia judo dla dorosłych. Czy po tym, jak byłeś
czynnym sportowcem, to wystarcza, żeby osiągnąć zawodowe spełnienie?
Paweł: – Zawodowo to ja już się spełniłem (śmiech), a teraz grupy, które prowadzę, też
dają mi dużą satysfakcję. To grupy, które są ze mną niemal od początku, przez piętnaście
lat. To cieszy. Część osób się zmieniła, ale są też takie, które trenują ze mną od początku.
To ludzie, którzy mieli gdzieś wcześniej do czynienia z judo, także byli zawodnicy,
ale również osoby, które w wieku 30‒40 lat zaczynają swoją przygodę z tą dyscypliną.
Często zdarza się tak, że zaczynają trenować rodzice, którzy przyprowadzają dzieci
na treningi do naszych klubów. I tak to się u nich zaczyna, też chcą spróbować i motywować swoje dzieci. Jeździmy na zawody mastersów i zajmujemy miejsca na podium.
Ostatnio byliśmy na mistrzostwach Polski w Sobótce. Na tych zawodach są różne kategorie
wiekowe, nawet do siedemdziesiątego roku życia. To pokazuje, że trening judo
można rozpocząć również w dojrzałym wieku i uprawiać rekreacyjnie. Ja się cieszę, gdy
moi zawodnicy wygrywają. To fajny widok, kiedy czterdziestoletni prezes firmy wygrywa,
skacze z radości i rzuca się mi na szyję. To przynosi satysfakcję.

Treningi sztuk walki prowadzone są przez trenerów z wysokimi kwalifikacjami
i doświadczeniem sportowym. To z pewnością podnosi prestiż klubu. Czy
łatwo zarządza się zespołem silnych osobowości?
Paweł: – Nie jest łatwo, ale dajemy sobie radę (uśmiech). Staramy się pracować jak w jednej wielkiej rodzinie, chociaż zdajemy sobie sprawę, że nie zawsze wychodzi nam to na dobre.
Joasia: – Preferujemy zarządzanie poprzez utrzymywanie dobrych relacji. Nasi pracownicy
nie boją się przychodzić do pracy, bo przecież nie o to chodzi. Dobrze, żeby pracowali
z pasją i nas szanowali, a nie się bali.

Sama przez długie lata byłam związana z klubami, których właścicielami byli
znani sportowcy. Wiem, jak mocno determinuje to wizerunek klubu, jaką stanowi
siłę w budowaniu marki. Jak oceniacie to ze swojej perspektywy? Na ile
wizerunek osadzony na postaci właściciela – znanego sportowca – wspomaga
prowadzenie biznesu? Na ile natomiast zobowiązuje do utrzymywania wysokiego
poziomu?
Joasia: – Na pewno wspomaga, bo jak wspomnieliśmy wcześniej, wielu ludzi przychodzi
tu dla nazwiska Nastula, ale to też zobowiązuje, bo jak klient przychodzi do mistrza, to nie tylko po to, żeby uścisnąć mu dłoń, ale też oczekuje mistrzowskiego poziomu w każdej sferze, wysokiej jakości. My czujemy tę presję. Ona mobilizuje nas do pracy.

Czy to, że Paweł pochodzi z Bielan, miało wpływ na wybór jednej z lokalizacji
klubu? Czy to sentyment do dzielnicy, w której się wychowałeś?
Paweł: – Tak, tam spędziłem całe dzieciństwo. Chociaż to nie jest najłatwiejsza lokalizacja, ale już zapracowała na swoją rozpoznawalność. Teraz z doświadczenia wybrałbym miejsce, które jest bardziej widoczne i samo się promuje dzięki dobrej lokalizacji. Wiemy, że to kluczowy czynnik przy otwieraniu fitness biznesu.

Czy zechcielibyście zdradzić, jak wygląda u was struktura pracownicza? Kto
realnie zarządza klubem? Kto zajmuje się marketingiem i sprzedażą?
Joasia: – Nie jest to może całkiem profesjonalne, ale większość z tych rzeczy robimy we
dwoje. Między siebie rozdzielamy obowiązki. Decyzje strategiczne oczywiście podejmujemy
wspólnie. Ja pełnię funkcję menedżera klubów. Zdajemy sobie sprawę z potrzeby przeszkolenia personelu pod kątem sprzedaży. Nie stoimy w miejscu i chcemy się rozwijać.
Paweł: – Wiemy, że nie możemy być we dwójkę dobrzy we wszystkim i myślimy o małej
reorganizacji w celu rozwijania biznesu.

Widuję was na branżowych wydarzeniach edukacyjnych.Rozumiem, że jesteście głodni wiedzy i chętnie korzystacie z rozwiązań, jak z sukcesem zarządzać
fitness biznesem. Czego przede wszystkim poszukujecie na wykładach
i warsztatach?
Joasia: – Poszukujemy praktycznych rozwiązań. Kiedyś kluby prowadziły się same.
Teraz, kiedy konkurencja jest większa, potrzebujemy wiedzy z każdej dziedziny, bo
chcemy iść do przodu.

Czy w waszym związku – jak to często bywa w małżeńskich biznesach – Paweł
jest głową, a Joasia szyją? Czy wspólne prowadzenie firmy jest łatwe? Czy nie
jest tak, że przez to na okrągło jesteście
w pracy?
Joasia: – Faktycznie, cały czas jesteśmy w pracy. Kluby są naszą codziennością od
godzin wczesnoporannych do późnego wieczora, aczkolwiek ja się staram znaleźć sobie
furtkę na świat pozaklubowy. Kiedy Paweł mówi do mnie o 23.00, żebyśmy coś jeszcze
zrobili, to ja odpowiadam: „Paweł, ja już skończyłam pracę”. (Paweł się śmieje). To
samo robię w niedzielę i mówię, że dzisiaj nie jestem w pracy, bo trzeba znaleźć czas
również na sprawy domowe. Chociaż muszę przyznać, że kwestie zawodowe nas nie konfliktują. Nie mamy rozbieżnych idei. Podstawowa różnica między nami polega na tym,
że ja wolę temat zawsze zbadać i działać wolniej, po przemyśleniu, a Paweł podejmuje
decyzje na gorąco i chce realizować pomysły jak najszybciej.
Paweł: – Czasami trzeba „na spontanie”, ale Joasia faktycznie jest szyją w tym biznesie.
(spogląda na Joasię)
Joasia: – Ale Paweł jest głową i zawsze ostateczna decyzja należy do niego.

W tym numerze magazynu piszemy również o usługach dodatkowych w klubach
fitness. Jakie są wasze doświadczenia na tym polu? Na czym, poza karnetami
i wejściówkami do klubu, można zarobić w klubie fitness?
Joasia: – Przez długi czas byliśmy zadowoleni z solarium, ale czasy się zmieniły – teraz
ludzie już się tak chętnie nie opalają. Wynajem powierzchni nie jest atrakcyjny finansowo, ale jeśli pomieszczenia mają stać puste, to lepiej je wynająć.
Paweł: – Natomiast wielką szansę upatrujemy w organizacji urodzin dla dzieci. Tym zajmujemy się już od jakiegoś czasu i to się cieszy dużym zainteresowaniem. To coś innego niż tradycyjne bawialnie z kulkami – to aktywne urodziny na macie z trenerem.
Dzieciaki szaleją w kontrolowany sposób. Ta usługa się rozwija i zauważamy, że konkurencja już się nami inspiruje, tak jak to było z Funny Judo i judo dla dorosłych.
Joasia: – Taką usługą są też treningi personalne, ale nie jest łatwo o trenerów, którzy łączą fachową wiedzę z umiejętnościami sprzedawcy. No i oczywiście obozy, kondycyjne dla
dorosłych i sportowe dla dzieci oraz wyjazdy rodzinne. W najbliższe ferie zimowe wraz z klubem Shodan i Rapp Fitness organizujemy obóz rodzinny w Poroninie, na którym treningi będą prowadzili Paweł i Martyna Rapp.

Pawle, jakie zauważasz relacje pomiędzy sportem a branżą fitness? Które
z cech potrzebnych sportowcowi wykorzystujesz w prowadzeniu biznesu fitness?
Wytrwałość, wola walki, dążenie do zwycięstwa, popularyzacja aktywności fizycznej?
Paweł: – Walka jest w sporcie i w biznesie. Tylko na macie są reguły i tych reguł nie można
łamać, a w biznesie jest wolnoamerykanka i czasami mam wrażenie, że wszystkie chwyty
są dozwolone, nawet te nieczyste. Jako sportowiec nie do końca odnajduję się w sytuacjach, gdzie nie gra się fair. To, że byłem sportowcem, powoduje, że inaczej podchodzę do klienta. Nie zawsze biznesowo – jeśli przychodzi do mnie młody człowiek z potencjałem i nie ma pieniędzy, to ja go wpuszczę za darmo, bo chcę, żeby trenował.

To ważne, co mówisz. Wspólnie tworzymy tę branżę i przekazujemy idee. Joasiu,
jakie motto towarzyszy waszym działaniom. Jaką kierujecie się misją?
Joanna: – Nasze motto jest oczywiste: „Miejsce dla całej rodziny”. U nas ćwiczą przedszkolaki, mamy i tatusiowie z dziećmi, ale również – na Bielanach – prowadzimy bezpłatnie grupę seniorów dla mieszkańców osiedla. Grafiki zajęć są komponowane w taki sposób, żeby w tym samym czasie rodzice mogli trenować, a dzieci ćwiczyć judo lub akrobatykę. Jesteśmy klubami rodzinnymi, w których ja z Pawłem, jako gospodarze, z otwartymi ramionami witamy naszych gości.

To prawda. Tak i ja tu u was się czuję. Dziękuję wam bardzo za spotkanie i rozmowę.

- REKLAMA -