Internet jest fit

W dzisiejszych czasach dociera do nas tyle informacji, że nie zapanuje nad nimi nawet największy sztab ludzi z najpotężniejszej firmy. Przeniesienie życia do sieci sprawiło, że podział na nadawcę i odbiorcę treści zupełnie się zatarł.

Tekst: Rafał Miazga

Każdy, kto pisze na blogu, wie, że wartością nie są już same posty, ale też pojawiające się pod nimi komentarze. Internauci zostawiają po sobie ślady w każdym miejscu sieci, produkując kolejne wpisy, pytania – po prostu treści. Pojawia się ich taka liczba, że potrzebujemy pomocy w wyłapaniu tych wartościowych, mogących przynieść realne korzyści biznesowe. W tym miejscu przydatne okazują się narzędzia do monitoringu internetu.

Jak to działa?
Narzędzia do monitoringu internetu funkcjonują na zasadzie filtra, zbierającego w jedno
miejsce wszystkie posty, wypowiedzi i komentarze (innymi słowy „wzmianki”) zawierające
słowa, które sami określimy. Wyłapując je, możemy na przykład odpowiadać
na pytania dotyczące ćwiczeń, włączać się w dyskusje o zdrowym żywieniu. To sprawia,
że zwiększamy rozpoznawalność marki, zaufanie internautów, co przekłada się z kolei
na liczbę karnetów sprzedanych do klubu, dając jednocześnie konkretne wyniki sprzedażowe
i długotrwały efekt wizerunkowy.

Odbiorca tworzy content – jak to wykorzystać?
Internauci coraz częściej nie tylko googlują hasła dotąd mało popularne (jak na przykład:
jarmuż, komosa ryżowa, spirulina czy chlorella), ale także sami dzielą się wiedzą
i komentują, szukając opinii i doświadczeń innych użytkowników internetu na forach
i fanpejdżach. Takie wpisy to kopalnia leadów sprzedażowych dla sklepów ze zdrową żywnością, ale także pole do dyskusji i budowania autorytetu przez fitblogerów i trenerów personalnych. Tym ostatnim szczególnie polecamy monitoring internetu pod kątem postanowień noworocznych. Jak się okazuje, przełom roku mógłby być pracowitym czasem dla rzeszy z nich, zwłaszcza tych, którzy narzekają na brak podopiecznych. Wystarczy tylko odpowiednio przygotować się do rozmowy i zaangażować w dyskusję.

Które media warto monitorować?
Oczywiście wszystkie, bo warto wiedzieć, co o nas mówią i piszą – na każdym polu.
Będąc osobą odpowiedzialną za wizerunek marki lub rozwój sieci fitness, warto skupić się jednak na tych miejscach, w których możemy wejść w interakcję z użytkownikiem, wpływać na jego percepcję. Przede wszystkim są to głównie social media i fora dyskusyjne. To, co przed chwilą było przewagą niektórych marek świadomych online’u, dziś jest grzechem głównym wielu z nich. Mowa o koncentrowaniu się na prowadzeniu firmowych fanpejdży. Oczywiście to nadal bardzo ważne miejsce styku z obecnymi i potencjalnymi
klientami, ale samo to nie wystarczy. Mając do czynienia z tak szybko rosnącym
rynkiem, jak ten fitnessowy w Polsce, musimy szukać przewag konkurencyjnych i wchodzić
w interakcje z użytkownikami całej sieci, nie tylko tymi, którzy trafili do nas na Facebooku
czy Instagramie.

Odpowiednie słowa i frazy to klucz do sukcesu
Zawsze warto wpisać do systemu nazwę swojego klubu fitness, co ważne – odmienioną
przez wszystkie przypadki, aby wyłapać jak najwięcej wyników. To główne zastosowanie
przydatne dla osób odpowiedzialnych za social media – pozwala być na bieżąco z wpisami na temat marki i zapobiegać kryzysom. Do tego dochodzi analiza konkurencji – wystarczy wpisać markę największego rywala i już wiemy nie tylko, co na jego temat sądzą internauci, ale też jak sama firma prowadzi komunikację w sieci, jakie ma promocje, przewagi konkurencyjne i braki w stosunku do nas. Z wypowiedzi internautów dowiemy się jeszcze więcej – jakie jest
wyposażenie siłowni, jaki typ klientów, aktualne promocje, obsługa itp. To jednak nie
wszystko, warto angażować się w dyskusje szeroko powiązane ze zdrowym trybem życia
– dietą, częstotliwością ćwiczeń, sposobem ich wykonywania, budować autorytet, pomagając internautom. To naprawdę procentuje. W poszukiwaniu w ten sposób potencjalnych klientów ogranicza nas tylko wyobraźnia.

Monitoring ma znaczenie
Ze względu na lawinowy przyrost informacji, zapanować, rola monitoringu mediów rośnie
z roku na rok. To właśnie dzięki niemu mamy możliwość wychwycenia trendów pojawiających
się w całym społeczeństwie lub tylko naszej branży. Ciekawym przykładem może
być jarmuż, tak ostatnio popularny. Jak się okazuje, w roku 2012 na polskim Instagramie
pojawiło się zaledwie… 18 wzmianek o jarmużu! Podobnie w roku 2013 – niezbyt
imponująca suma 138 jarmużowych hashtagów. Jednak patrząc na ubiegły rok, okazuje
się, że nie było dnia, w którym na Instagramie nie zagościłby jarmuż! 38 067 wzmianek –
czyli ponad cztery na godzinę! To ogromna wiedza, którą warto wykorzystać na przykład
przy planowaniu kampanii marketingowych.

Jak mierzyć skuteczność?
Mierzyć możemy przede wszystkim skuteczność naszych działań promocyjnych
i komunikacyjnych – tzw. internetowy buzz. Jeżeli na przykład określiliśmy specyficzny
hashtag dla naszej kampanii, wtedy sprawa jest prosta – można sprawdzić, ile razy go
użyto, czy częściej posługiwały się nim kobiety czy mężczyźni, jaki był sentyment wypowiedzi. Bliżej przyglądając się wynikom można też określić, w jakich kanałach dyskutowano częściej i o której godzinie, jaki był procent wzmianek pozytywnych w stosunku
do tych neutralnych i negatywnych. Warto zagłębić się w ruch generowany przez
liderów opinii, przejrzeć wzmianki pod konkretnym kątem, dodając odpowiednie zawężenie
tematu, porównać wyniki. Wszystkie statystyki mogą doprowadzić nas do bardzo konkretnych wniosków – często dostrzegą je tylko ci, którzy naprawdę dobrze znają monitorowaną branżę i temat. Poza czynnikami dziejącymi się online, na zachowania internautów wpływają też te ze świata realnego. Warto na nie reagować z wyprzedzeniem,
aby jak najmniej pozostawiać przypadkowi. Historia branży fitness pamięta np. incydent,
kiedy to pobito jednego z klubowiczów dużej sieci, a ten opisał bierność obsługi klienta na
Facebooku, wywołując lawinę komentarzy. Poza zarządzaniem kryzysowym w social
mediach warto było też np. uświadomić sobie skalę zjawiska, wpisując do monitoringu
mediów odpowiednie słowa kluczowe i badając, czy nie rozprzestrzenia się ono po całym
internecie.

Możesz być pionierem w branży
Ciekawe i ważne jest na pewno to, że mało marek fitness stosuje monitoring internetu –
świadomość korzyści z niego płynących jest naprawdę mała. Sprawia to, że każdy może
być pierwszy i zgarnąć dla siebie największy kawałek tortu. Internauci szukają głownie
opinii na temat tego, gdzie ćwiczyć, jakie są godziny otwarcia klubu, atmosfera w nim
panująca, czy np. nie jest przeludniony. Bardzo dużym zainteresowaniem cieszą się też
trenerzy personalni – w 2013 roku pojawiło się na ten temat „tylko” 7 tysięcy wzmianek,
w ubiegłym było to już prawie 50 000. Ten potencjał naprawdę warto wykorzystać!

 

O autorze
Rafał Miazga – Communication Specialist w SentiOne dostarczającym narzędzie do monitoringu internetu na 26 rynków europejskich. Absolwent Collegium Civitas w Warszawie. Specjalista z kilkuletnim doświadczeniem w komunikacji korporacyjnej, laureat Pióra Roku za najlepszy tekst w prasie firmowej.

 

fot. stock.adobe.com

- REKLAMA -