Ewolucja zamiast kłopotów

0
129 wyświetleń

Praca zarządzającego klubem fitness czy siłownią powinna przypominać pracę kapitana na statku pasażerskim. Osoba kierująca musi w pełni kontrolować to, co dzieje się w jej otoczeniu, aby nie doprowadzić do katastrofy, a jednocześnie integrować się
z pasażerami, aby poczuli się oni wyjątkowo.

Tekst: Krystian Kempa

Przyjmując na pokład gości, kapitan bierze na siebie odpowiedzialność za ich bezpieczeństwo i za to, żeby dotarli do celu swojej podróży. No właśnie… i tutaj często podobieństwo się kończy. Tak jak każdy statek zna swoje miejsce docelowe, port, do którego podąża, tak wiele klubów dryfuje po niespokojnych wodach sektora fitness, ulegając coraz to nowszym prądom, które zmieniają ich kurs. Tymczasem nie można skutecznie rozwijać firmy bez wcześniej wytyczonej drogi, którą chce się podążać. W przypadku klubów fitness drogą tą jest strategia i to ona powinna wyznaczać kierunek, w którym dumnie kroczy dany biznes. Jednakże trzeba pamiętać, że nic nie trwa wiecznie w swojej pierwotnej formie i tak jak kapitan statku czasami musi zmienić lub skorygować kurs, którym podąża, aby uniknąć nieprzewidzianych zagrożeń lub oprzeć się nieprzyjaznym prądom, tak zarządzający klubem fitness również powinien pozostać czujny i szybko reagować na zmieniające się warunki zewnętrzne.

Branżowa katastrofa
Brak szybkiej reakcji na pierwsze symptomy nadchodzących kłopotów może zakończyć
się katastrofą, o czym przekonali się państwo Heavinowie, właściciele niegdysiejszego
imperium powszechnie znanego jako Curves. Jeszcze nie tak dawno była to największa sieć klubów fitness zarówno pod względem liczby placówek, jak i członków klubu. Powstała ona w 1992 roku z inicjatywy Gary’ego Heavina i jego żony Diane. Przeciętny klub Curves mieścił się na powierzchni nieprzekraczającej 150 mkw. Na tej przestrzeni ustawione było 12 maszyn do treningu obwodowego, a pomiędzy nimi wytyczono stacje do ćwiczeń aerobowych. Ćwiczące, bo Curves to kluby wyłącznie dla kobiet, co 30 sekund zmieniały miejsce, takaby przeplatać trening aerobowy z treningiem siłowym. Instruktorka  prowadząca zajęcia jednocześnie pokazywała grupie, jakie ćwiczenia aerobowe powinna wykonywać, pilnowała czasu zmian stacji i korygowała technikę trenujących Taka koncepcja treningowa okazała się na tyle udana, że po uruchomieniu opcji franczyzowej, która ruszyła trzy lata po otwarciu pierwszego klubu w Harlingen (Teksas), w pierwszym roku sprzedano licencje na 44 kluby, a po sześciu kolejnych latach liczba ta urosła do ponad 6 tys. placówek, rozmieszczonych w 85 krajach! Curves w 2001 roku zostało wpisane do Księgi rekordów Guinnessa w kategorii największej sieci klubów fitness na świecie, w 2004 roku marka znalazła się na drugim miejscu w zestawieniu Franchise 500 magazynu „Entrepreneur”. W 2005 roku strategia Curves została opisana w bestsellerze „Blue Ocean Strategy”, a w zaledwie 10 lat od rozpoczęcia działalności sieć mogła pochwalić się 9 tys. klubów, obecnych na czterech kontynentach, z łączną liczbą członków przekraczającą 4 miliony osób!

Niestety, pan Gary Heavin nie zauważył symptomów zwiastujących kłopoty i przespał
moment, w którym klubowiczom najwyraźniej znudził się monotonny trening
powtarzany na każdej sesji – bez wprowadzania żadnych zmian dla jego uatrakcyjnienia.
Poza tym rynek ewoluował, pojawiały się nowe trendy, do tego doszły problemy
franczyzobiorców z administracją sieci (to niewiarygodne, ale 10 tys. klubów zarządzało
jedno biuro z siedzibą w Teksasie, które fizycznie nie było w stanie obsłużyć
wszystkich zainteresowanych!) oraz niekorzystne wyniki badania przeprowadzonego
w 2005 roku przez ACE, które dowiodło, że przeciętny trening w Curves pozwala spalić
jedynie około 184 kcal, co jest równoznaczne z 30-minutowym spacerem z prędkością
nieprzekraczającą 6,5 km/h. Tyle zmiennych, a Curves co? No właśnie, nic. Począwszy od feralnego 2005 roku zaczęli oni tracić klientów, a co za tym idzie – franczyzobiorców. W 2012 roku sieć, która  była cieniem dawnego imperium z „zaledwie” 1000 placówek, została sprzedana firmie North Castle Partners. Nowy właściciel od kilku lat próbuje reanimować markę.

Co jakiś czas pojawiają się nowe projekty, których szumna prezentacja zapowiada reaktywację niegdysiejszego giganta: umowa z Zumba Fitness, nowy program spalający
tłuszcz czy internetowy uniwersytet żywieniowy. Powrót do świetności sprzed kilku
lat wydaje się jednak niemożliwy, choćby ze względu na pojawienie się silnej konkurencji
ze strony innych butików, których nie było, gdy Curves zdobywało rynek.

Na zakończenie
Fajne słowa powiedziała Christina De Guardi, senior vicepresident of marketing
w amerykańskiej sieci klubów fitness Crunch, w wywiadzie udzielonym dla jednego
z czasopism branżowych na początku tego roku. „Pozostań w kontakcie z tym, co robią
twoi koledzy i twoja konkurencja. Pozostań w kontakcie z tym, co dzieje się na rynku
technologicznym, w mediach społecznościowych, popkulturze i polityce. Pozostań
w kontakcie ze swoim zespołem i na końcu pozostań w kontakcie z innymi branżami.
To w nich drzemią okazje do inspiracji, które możemy wykorzystać w naszym sektorze”.
Myślę, że idealnie pasują one jako puenta tego opowiadania. Strategia to podstawa
dobrze działającego klubu fitness, która jest jak umiejętnie wytyczony kurs. Niemniej jednak
trzeba pamiętać, żeby mimo wcześniej ustalonej drogi, bacznie obserwować świat
i zachodzące w nim zmiany, aby dostatecznie szybko reagować na nie i korygować
kierunek, w którym się podąża.

- REKLAMA -