David Barton – wizjoner zza Oceanu

0
316 wyświetleń

Prawdopodobnie najbardziej oryginalny właściciel klubu na świecie startuje z nowym ekscytującym projektem, czyli TMPL.

Rozmawiała Jon Feld, Club Business International
Tłumaczenie Barbara Kierzkowska

Cofnijmy się na chwilę w przeszłość. Pierwszy klub DavidBartonGym (DBG) otworzyłeś w nowojorskiej dzielnicy Chelsea w roku 1992. Swoim klimatem klub miał przypominać luksusowy klub nocny. Skąd ten pomysł?
DAVID BARTON: – Wyrastając na nowojorskich nocnych klubach, szybko zauważyłem, że są ludzie, którzy mają więcej gustu niż pieniędzy. Obserwowałem także inne kluby fitness i wydały mi się one po prostu mało fajne. Postanowiłem więc stworzyć klub fitness dla fajnych ludzi – modnie ubranych mieszkańców centrum Nowego Jorku. W ówczesnych klubach brakowało atmosfery, dobrych trenerów i nastrojowego oświetlenia. Postanowiłem sprawdzić, co robią inne kluby. Sam projekt studia był natomiast bardzo prosty, co współgrało z moim ograniczonym budżetem. Chciałem, aby to ludzie byli w klubie najważniejsi i aby rozpraszało ich jak najmniej rzeczy. Miałem wówczas – i w sumie nadal mam – obsesję na punkcie światła. Wykupowałem wtedy lampy z zamykanych w okolicy sklepów i sam malowałem je w nocy sprayem na ulicy, a następnie sam montowałem… Efekt był piorunujący! Atmosferę w klubie zawdzięczaliśmy też personelowi. Sam ich ubierałem, wysyłałem do fryzjera, uczyłem, jak odbierać telefony oraz jak rozmawiać z ludźmi – to było niczym przedstawienie teatralne. Inspiracją były dla mnie gimnazjony w starożytnej Grecji, które cechowała prostota i uwielbienie dla ludzi, a nie czterech ścian.

W roku 2013 sprzedałeś sieć DBG, która zdążyła rozwinąć się do ośmiu klubów w Nowym Jorku, Bostonie, Chicago i Miami. Dlaczego to zrobiłeś?
– Moja firma była naprawdę świetna i udało mi się stworzyć najpiękniejsze kluby fitness w historii tej branży. Jednak taki poziom usług wymagał dużego kapitału, dlatego rozpocząłem współpracę z partnerami. To byli naprawdę łebscy goście, ale mieliśmy zupełnie odmienne wizje i style zarządzania. Nigdy nie chciałem, aby moje kluby stały się zwykłym, powszechnie dostępnym „towarem”, dlatego w końcu uznałem, że trzeba pójść swoją drogą. Miałem już kolejną wizję, która ponownie miała zrewolucjonizować tę branżę.

W marcu 2016 roku otworzyłeś całkiem nowy klub TMPL w samym sercu nowojorskiej dzielnicy Hell’s Kitchen. Jak rozumiem, nazwa ta nawiązuje do fragmentu z listu do Koryntian 1 Kor 6,19: „Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest…”. Cóż z tego cytatu znajdziemy w TMPL?
– Nie chcę zabrzmieć zbyt sentymentalnie, ale to, co robimy, naprawdę jest przeżyciem duchowym, w którym pomagamy ludziom korzystać z ich ciał, aby integrować się ze światem, który ich otacza. Każdy może to jednak rozumieć na swój sposób. Dla niektórych to ciało będzie tą świątynią. Dla innych będzie to sama siłownia, bo to właśnie do niej chodzimy, aby pogodzić się z całym wszechświatem. Dla jeszcze innych może to być jedynie fajnie brzmiąca nazwa klubu.

Dlaczego właśnie Hell’s Kitchen? Dlaczego wybraliście właśnie tę okolicę?
– Uwielbiam to miejsce. Nie jest to dzielnica pełna nudnych biurowców. W ciągu dnia widzi się tu młodych, ciekawych ludzi z teczkami, tuż za rogiem jest Broadway, wszędzie wyrastają nad głowami siedziby wielkich korporacji. Przypomina mi to nieco Chelsea w latach 90. Jest w tym miejscu coś fajnego, coś cool. Gdy odkryliśmy tę niesamowitą przestrzeń, właściciel budynku był w przededniu podpisania umowy najmu z inną siecią fitness, z którą negocjował już od pół roku. Zadzwoniłem więc do właściciela i oznajmiłem, że wybieram się do jego biura, a jeśli nie spodoba mu się to, co mam mu do powiedzenia, może mnie po prostu wyrzucić. Powiedziałem, że zamierzam stworzyć najbardziej niesamowity klub fitness w historii i mogę dobić z nim targu w ciągu jednej doby – i tak też się stało.

Wydaje się, że tym, co wyróżnia TMPL są badania naukowe, na których się opiera. Współpracowaliście już z Jamesem LaValle’em, farmaceutą klinicznym i autorem książki „Cracking the Metabolic Code” [dosł. „Jak złamać kod metaboliczny” – przyp. tłum.], z którym opracowaliście autorski program oparty na profilu aktywności metabolicznej (Metabolic Activity Profile, czyli MAC). Macie też własne studio metaboliczne.
– Nasza branża jest dla ludzi obietnicą zmian w ich ciałach, ale dotrzymywanie tej obietnicy idzie tej branży średnio. Wskazanie i uznanie, w którym punkcie metabolicznym rozpoczyna nasz klient, to jedyna gwarancja przewidzenia rezultatów, jakie dadzą ćwiczenia oraz dieta. W ten sposób trenuję z ludźmi już od 30 lat. Dziś, korzystając z oceny Jamesa oraz nowych technologii, udało nam się zebrać dokonania nauki dotyczące metabolizmu w jeden autorski model. Taki też będzie trend na kolejne lata.

Jak działa wasz klub? Na co może liczyć członek TMPL?
– Zaczynamy od zdjęcia sylwetki w 3D dzięki skanerowi Styku 3D, który pozwala nam spojrzeć na ciało klienta pod każdym kątem. Następnie przeprowadzamy analizę składu ciała. Kolejny krok to ustalenie dzięki ankiecie metabolicznej, dlaczego skład ciała jest właśnie taki, a przede wszystkim – w jaki sposób można go zmienić. Jesteśmy w stanie wykryć takie problemy, jak insulinooporność, niewystarczająco aktywne narządy oraz zaburzenia hormonalne. Gdy już zrozumiemy, jak działa metabolizm naszego klienta, możemy opracować dla niego indywidualnie dobrane ćwiczenia oraz zalecenia żywieniowe. Rezultaty są nie do przecenienia. Z naszego programu MAP skorzystało już 250 członków. Docelowo chciałbym jednak, aby każdy nasz klubowicz skorzystał choć z części możliwości, jakie daje ten program.

TMPL jest przedstawiany w mediach jako innowacyjny klub oparty na najnowszych technologiach, a magazyn „W” określił go nawet mianem „tornada w branży fitness”. Jak ty sam opisałbyś ten klub?
– To klub, w którym energia sama się wytwarza i w dodatku jest zaraźliwa. Jeśli ktoś wchodzi do mojego klubu i czuje się zmotywowany, zainspirowany, gotowy do działania, znaczy, że spełniłem swoje zadanie. Wytwarzanie tej energii kosztuje wiele pracy. To jakby chcieć zamknąć piorun w butelce.

Powiedz nam kilka słów o klientach TMPL. Kto jest waszym docelowym klientem?
– To swoista mieszanka pracowników korporacji i bardzo młodych, goniących za trendami mieszkańców Hell’s Kitchen, a także byłych klientów DBG. DBG było wszystkim tym, co było dla mnie ważne, gdy miałem dwadzieścia kilka lat, włączając w to odrobinę nowojorskiego snobizmu. TMPL jest dużo bardziej egalitarne. Wcześniej klub ten mógł sprawiać wrażenie nieco snobistycznego, ale obecnie postanowiliśmy zaprosić do niego niemal wszystkich zainteresowanych.

Zaangażowałeś Leilę Timergaliejewą, ambasadorkę marki IHRSA w Rosji, do roli dyrektora zarządzającego TMPL. Wcześniej przez osiem lat zarządzała ona siedmioma klubami Complete Body zlokalizowanymi w luksusowych apartamentowcach Nowego Jorku. Co takiego wniesie teraz do TMPL?
– Jednym z największych wyzwań w tej branży jest znalezienie dyrektora zarządzającego, potrafiącego spojrzeć na biznes z globalnej perspektywy. Jeśli ja jestem duszą TMPL, to Leila jest jego siłą napędową. Uważam, że sporą część naszego sukcesu zawdzięczamy właśnie jej.

Klub TMPL powstał na początku roku 2016 i liczy już 3200 członków. W jaki sposób udało wam się tak szybko zbudować swoją bazę klientów? Czy macie jakiś górny limit?
– W listopadzie 2015 roku rozpoczęliśmy przedsprzedaż, zyskując 800 członków na pierwszy miesiąc działalności, pomimo braku jakichkolwiek działań marketingowych. Od tamtej pory praktycznie wszyscy nasi klienci trafiają do nas dzięki poczcie pantoflowej. Moim celem jest pozyskanie 4000 członków, a moim marzeniem – oczywiście lista oczekujących. Sam nie mogę się nadziwić, jak bardzo się rozwinęliśmy.

Jaki jest koszt członkostwa w TMPL i jak wygląda na dziś sytuacja finansowa klubu?
– Przeciętnie udaje nam się utrzymać ceny na niewysokim według mnie poziomie 150 dolarów miesięcznie. Dość późno wystartowaliśmy z naszym programem treningów, dlatego penetracja pod względem treningów to w naszym przypadku około 10 proc. W ciągu kolejnych sześciu miesięcy powinniśmy dojść do 18 proc., a wtedy przychody z treningów zrównają się z tymi z członkostwa. Obecnie przychody operacyjne wyprzedzają nasze prognozy, udało nam się także wyjść już na plus w przepływach pieniężnych… To naprawdę dochodowy model biznesowy.

Ostatnio zająłeś się także działaniami w zupełnie innej części globu, doradzając nowemu klubowi w Moskwie. Dlaczego poproszono cię o pomoc? Jak w ogóle do tego doszło?
– Doszło do tego, ponieważ ludzie przychodzili do TMPL, aby po prostu obejrzeć klub. Wielokrotnie proszono mnie o doradztwo i projekt klubu, ale ci ludzie dysponowali naprawdę ciekawym budynkiem w Moskwie, dlatego to przedsięwzięcie naprawdę mnie zaciekawiło. Nie mogłem go przepuścić. To będzie coś naprawdę wyjątkowego. Kluby w Rosji mają przeważnie nieciekawy, przewidywalny, sterylny wystrój, przypominający raczej szkolne sale gimnastyczne. Dlatego chcę się skupić na wnętrzu tego miejsca i stworzyć tam odważny, choć bardzo elegancki klimat, czerpiący ze świata sztuki oraz mody.

Czy praca w charakterze konsultanta to dla ciebie pierwszy krok w kierunku stworzenia globalnej marki?
– Projektowanie wnętrz i tworzenie atmosfery to moja pasja. Na pewno jestem też otwarty na możliwość urzeczywistniania moich wizji w dowolnym kraju na świecie.

Wracając do TMPL, czy według ciebie marka ta rozwinie się podobnie do DBG?
– Jestem na etapie odpowiadania sobie na to pytanie. Nie opieram się na żadnym konkretnym planie. Jest wiele rynków, na których marka TMPL mogłaby stać się jednym z głównych graczy. DBG była odpowiednia na tych rynkach, gdzie odbiorcy oczekiwali czegoś wyjątkowego, nietuzinkowego. Marka TMPL jest jednak skierowana do szerszej grupy odbiorców.

Patrząc wstecz na swoje lata w branży, gdybyś miał dziś dać 21-letniemu Davidowi Bartonowi najcenniejszą życiową radę, co byś mu powiedział?
– Gdyby chciał mnie posłuchać, w co wątpię, poleciłbym mu, aby mniej się martwił. Większość rzeczy, o które martwiłem się przez te wszystkie lata, nigdy się nie wydarzyła. A jeśli nawet miała miejsce, nie była tak straszna, jak mi się wydawało.
Na koniec takie pytanie: gasną światła i zostajesz w klubie sam. Co sobie myślisz?
– Czuję wdzięczność, że mogę być częścią tego miejsca. To był mój pomysł i doczekałem się jego realizacji. Kocham ten klub i mogę dzielić się tą pasją z innymi. Mogę być częścią tego wszystkiego. Życie jest piękne. Cieszę się, że jestem tym, kim jestem.

O Davidzie Bartonie:
Marzeniem Davida Bartona było stworzenie marki DavidBartonGym (DBG), która byłaby najbardziej niesamowitą wśród wszystkich klubów fitness w Nowym Jorku, a może nawet w całych Stanach Zjednoczonych. David Barton ukończył studia licencjackie na Uniwersytecie Cornella w Ithace w stanie Nowy Jork na kierunku rozwój człowieka, po których od razu – w roku 1988 – rozpoczął pracę trenera w jednej z lokalnych siłowni. Po czterech latach pracy i ciągłego oszczędzania otworzył w roku 1992 pierwszy klub DBG w dzielnicy Chelsea na nowojorskim Manhattanie. Dzięki niezwykłemu oświetleniu, wystrojowi i atmosferze niczym w nocnym klubie miejsce to szybko zyskało uznanie pięknej i wysportowanej śmietanki Nowego Jorku. W roku 2013, gdy sieć DBH rozwinęła się do ośmiu klubów w czterech dużych miastach w USA, Barton odsprzedał swoje udziały w firmie. W roku 2016 postanowił znów zacząć wszystko od nowa, otwierając w Hell’s Kitchen – modnej dzielnicy Nowego Jorku – liczący ponad 3700 mkw. klub TMPL [wymawiany jako „templ”, czyli świątynia – przyp. tłum.]. Już w pierwszym roku do klubu dołączyło ponad 3000 członków. Dziś – w wieku 53 lat – Barton z ciekawością przygląda się światowym trendom.

IHRSA oraz Club Business International Magazine wyraziły zgodę na publikację artykułu. Odwiedź stronę ihrsa.org

- REKLAMA -

ZOSTAW ODPOWIEDŹ