CITYZEN_ – filozofia tworzenia siebie

0
1 038 wyświetleń

Z Bogumiłem Głuszkowskim, właścicielem klubu Cityzen_ w Poznaniu, nie mogliśmy
niestety spotkać się osobiście. Ale jak przeczytasz w wywiadzie, niepotrzebny jest
głębszy kontakt, aby zbudować człowieka. Wysłałam pytania. W odpowiedzi otrzymałam
nagrania MP4. Po raz pierwszy uwierzyłam w nieco oklepany już slogan
– „to więcej niż klub…”. Ja to nawet poczułam. Muszę przyznać, że ten wywiad był dla
mnie wyjątkowo metafizyczny, choć może to wyznanie nie jest adekwatne do magazynu
biznesowego, odbieranego jako absolutnie racjonalny. I będę dalej do bólu szczera,
ten wywiad mnie zbudował. Dlaczego? Mam nadzieję, że sam to poczujesz po lekturze
tekstu. Serdecznie ci tego życzę.

Rozmawiała Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcia: Karina Awarska-Matuszak

Cityzen _ to klub sportowy, klub fitness, centrum rekreacji? Jak możecie się określić? W czym czujecie się najlepiej? Jak dużą część działalności stanowi kształcenie młodzieży, czyli UKS?
– Cityzen _ to więcej niż klub sportowy, będziemy się starali trzymać tej nazwy i bardzo
precyzyjnie określać, czym jesteśmy albo czym staramy się być. Zarówno nazwa Cityzen _, jak i określenie „więcej niż” to były struktury bardzo przemyślane i mające na celu wskazanie pewnej idei rozwoju siebie. Z jednej strony poprzez filozofię zen, która nakłada ciężar odpowiedzialności tylko na siebie, z drugiej strony klub sportowy ma pewne oczekiwania. Klub sportowy to sport przez duże „S”, nastawiony na wynik przede wszystkim, na związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy nakładem wykonanej pracy a jej ostatecznym
rezultatem. My kładziemy nacisk na aspekt wychowawczy, jeśli chodzi o dzieci, a świadomościowy, jeśli chodzi o osoby dorosłe. Wychowanie i świadomość
to dwa słowa, które decydują o więcej niż „zen” i „city”, to symbol równowagi pomiędzy
pracą, życiem zawodowym a prywatnym i realizacją swojej pasji.

Prezentujemy wasz klub w numerze, w którym tematem przewodnim jest sportowiec amator. Cityzen _ doskonale wpisuje się w taki profil klienta. Na ile świadomie kierujecie ofertę do klienta, który jest sportowcem amatorem? Czy to stanowi rdzeń działalności biznesowej?
– Ja w gruncie rzeczy nie uznaję słów amator czy zawodowiec. Uznaję tylko sformułowania sportowiec świadomy i nieświadomy. W związku z tym rdzeniem naszej działalności biznesowej jest osoba świadoma, zajmująca się ruchem, albo osoba, która chce doświadczać konturów swojego ciała, a potem dowiedzieć się czegoś na temat swojego wnętrza. To jest pewna idea dojrzewania poprzez fizyczność albo pewna idea, która wierzy głęboko w to, że nie można znaleźć równowagi, o której mówią wszyscy, bez zrozumienia swojego ciała.
Celowo podkreślam sformułowanie „zrozumienia ciała”, a nie zakatowania swojego ciała.

Większa część kadry Cityzen _ to byli sportowcy, trenerzy pływania albo piłki
nożnej. To z pewnością zapewnia wysoki poziom merytoryczny prowadzonych treningów. Jak się buduje taki zespół? Według jakiego klucza dobieracie ludzi do pracy?
– Ten zespół buduje się właściwie sam. Pracujemy od 5.45 do 22.15 i okazało się, że w takiej
konwencji pracy sprawdzają się tylko byli sportowcy, bo oni mają nawyk wykonywania pewnych działań w określonym czasie. Natomiast większość osób, które trafiają z zewnątrz, nie wytrzymuje przede wszystkim próby tej codzienności. Nawyk budzenia się rano o określonej godzinie i przychodzenia punktualnie na zajęcia, ale nie na pojedyncze, tylko na 30–40 zajęć w ciągu tygodnia, to jest z jednej strony pasja, a z drugiej strony ogromna świadomość człowieka. Dziecka, osoby dorosłej, klienta nie możesz schować do
szuflady, tak jak to się robi w każdym innym biznesie. Każde rozwiązanie biznesowe, każdy plik exelowski można odłożyć na chwilę do szuflady. Wobec człowieka musisz być tu i teraz, natychmiast. Musisz zachować uważność wobec niego. Jeśli spóźniasz się, nie przychodzisz na zajęcia, jeżeli chcesz być gwiazdą raz w tygodniu, a nie mówisz komunikatu o samym sobie, o tym, co robisz każdego dnia, w każdym ułamku sekundy i przez takie codzienne działania, to niestety klienci dostrzegają to. Czyny krzyczą głośniej niż słowa. Tylko sportowcy tutaj się sprawdzają.

Cityzen _ – skąd pomysł na nazwę klubu? Czy kryje się za nią jakaś historia? Na
ile bliska jest wam filozofia zen i czy przekłada się w jakikolwiek sposób na zarządzanie klubem?
– Tak, od samego początku, za sprawą pewnej osoby, pana Arka, dotknęliśmy nazwy Cityzen _. Oddaje ona głęboki sens tego miejsca – z jednej strony akceptuje filozofię miasta, akceptuje konieczność wykonywania codziennych czynności, które nas w gruncie rzeczy stabilizują, sprawiają, że trzymamy się ziemi, czego często nie szanujemy. To również coś, co nam często przeszkadza, czyli proces zarabiania pieniędzy, przywracania
sobie szacunku za sprawą codziennej pracy. My to odrzucamy, natomiast to jest bardzo ważny element naszego życia, naszego dojrzewania, człowieczeństwa. Tak samo niezbędnym elementem jest zen, czyli takie postrzeganie siebie tu i teraz w każdym ułamku sekundy. Życie wypełnione chwilą, ale taką chwilą na sto procent. W momencie, kiedy połączymy te dwa aspekty, to w gruncie rzeczy one się nie wykluczają, ale wręcz wzajemnie się przenikają. Filozofia zen staje się dużo głębsza poprzez konieczność wniesienia w nią dbania
o codzienność, o kredyty, o pracę zarobkową, dbałości o swoją rodzinę. Tak samo zen wnosi
dużo w codzienność miejską, wnosi więcej uważności. Połączenie tych dwóch aspektów
sprawia, że jeżeli tworzymy nawyk uważności na każdym etapie naszego życia, to okazuje
się, że zaczynamy budować perpetuum mobile, czyli człowieka w takim wydaniu, do jakiego
zostaliśmy naprawdę stworzeni.

Organizujecie zawody pływackie, maratony Indoor Cyclingu. Jak dużym powodzeniem cieszą się takie eventy. Czy rywalizacja sprawdza się wśród klientów jako motywator do uprawiania regularnej aktywności fizycznej? Na ile takie imprezy wpływają na budowanie relacji z klientami i zwiększenie ich lojalności?
– Zarówno zawody pływackie, jak i maratony Indoor Cyclingu potraktowaliśmy jako element
promocji, jako element mierzenia się ze sobą. Jedno i drugie wkomponowuje się w naszą filozofię doskonalenia siebie, ale niekoniecznie za wszelką cenę i niekoniecznie w imię wygrania z konkurentem. Raczej chodzi o to, że osoba, która jest po mojej prawej czy lewej stronie – zarówno na torze pływackim, jak i na rowerze spinningowym – to osoba, która mnie wspiera i przy której pomocy przekraczam swoje kolejne bariery. To nie jest sport w wydaniu „muszę wygrać”, to sport w wydaniu – partner obok mnie pomaga mi doskonalić siebie. To nie rywalizacja sprawdza się wśród naszych klientów. My nie mamy konkursów rywalizacyjnych, my mamy konkursy „Namaluj obraz sercem”, czyli spróbuj tak doskonale posługiwać się czarnym pokrętłem na rowerze, żeby narysować idealny wykres, który wskazał instruktor, żeby pojechać cały spinning w jego rytmie, żeby zachować zakresy tętna, które on wskazał. Ostatnia naszą zabawą było: narysuj sercem kontur twarzy twojego instruktora. Ludzie się doskonale bawią, ale z drugiej strony jest to element współtworzenia siebie, zbliżony bardziej do sztuki niż do sportu w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Jak to wpływa na relacje z klientami? My nie musimy ich budować. Nie budujemy ich na bazie kolejnej obniżki cen czy poprzez przekazanie kolejnego gadżetu za to, że nas odwiedzą. Po prostu w zgodzie z naszą filozofią staramy się codziennie dostarczać im nowej inspiracji do współtworzenia siebie. Jeśli chodzi o lojalność, to nie jest kwestia pojedynczego eventu, to jest kwestia 365 dni w roku, z których każdy wygląda tak samo. Lojalność jest związana z nudą codzienności tworzenia siebie.

Bogumił Głuszkowski – jak postać kilkunastokrotnego mistrza Polski w triathlonie, uczestnika ironmanów przekłada się na ideę i charakter klubu. Jaką rolę odgrywa w zarządzaniu biznesem?
– Triathlon i moja przeszłość sportowa to jest absolutnie idea Cityzen _. Triathlon jako multidyscyplinarność, przenikanie się dyscyplin jest potwierdzeniem tego, że jeżeli pracujemy zmiennymi grupami mięśniowymi, to w zasadzie jesteśmy nieskończeni, jeśli chodzi o codzienne funkcjonowanie. Jeżeli pracujesz ramionami i odpoczywasz, to proces regeneracji trwa dłużej niż wówczas, kiedy zaczynasz pracować czworogłowymi, a jeszcze szybciej, kiedy zaczynasz biegać. Jeżeli stosujesz rozmaite bodźce i chce ci się podjąć trud, żeby tych bodźców szukać, zarówno jeśli chodzi o wydanie fizyczne, jak i intelektualne, to
okazuje się, że mimo iż uprawiasz dyscyplinę multidyscyplinarną, to w każdej z pojedynczych osiągasz poziom bliski mistrzowskiego. I na tym to polega, dywersyfikacja bodźców u nas jest wpisana w program, a nie tak jak w większości przypadków tylko się o niej mówi. Kluczowym aspektem przygotowania nie są tylko trzy dyscypliny, ale to jest najpierw zbudowanie swojego konturu, przywrócenie sobie zarysów swojego ciała. Większość osób przychodzi do nas z nadwagą, po jakiejś ogromnej przerwie. Stąd podstawowa idea:
BE3 – bądź potrójny, bądź wolny. Zostań ironmanem – i nie tylko w wydaniu zawodów
sportowych. Jeżeli nauczysz się być ironmanem w życiu codziennym, nauczysz się łączyć
życie zawodowe, życie rodzinne i realizację swojej pasji. To ta potrójność sprawia, że na
ile będziesz starał się być doskonały w każdej z tych przestrzeni, to nauczy cię nawyku
bycia doskonałym w każdej z kolejnych dziedzin, którą się będziesz zajmował. Te idee się
przenikają, życie codzienne, trening i pasja, tak samo jak przenika się pływanie, rower,
bieg. Trzy bodźce o innym charakterze, ale wpływają wzajemnie na siebie i wpływają na
nasz rozwój.

Panie Bogumile, czy mógłby pan przybliżyć, na czym polegają autorskie projekty
BE3 i BODHY? Do kogo są skierowane?
– BODHY to projekt biznesowy. Od pięciu lat uczestniczę w projektach na rzecz dużych
organizacji. To, z czym się zetknąłem, to że bardzo trudno jest w XXI wieku rozmawiać na
tematy samodoskonalenia, na tematy komunikacyjne, które są problemem w każdej firmie.
Jeżeli nie zaczyna się od swojego ciała, jeżeli człowiek nie rozumie swojego ciała, nie potrafi nim zarządzać, to abstrakcyjne wydaje się zarządzanie osobą obok mnie albo nawiązanie z nią jakiegokolwiek kontaktu. BODHY to jest projekt oparty na idei: przywróć kontakt ze sobą, naucz się rozmawiać ze sobą, zanim zaczniesz się uczyć kontaktować z drugą osobą albo większą liczbą ludzi.

Czy w Cityzen _ można zrobić profesjonalne badania przed amatorskimi zawodami sportowymi. Jakie rodzaje testów wykonujecie i jakim cieszą się one zainteresowaniem?
– Oczywiście można u nas zrobić profesjonalne badania. Pan Szczepan ze Sportlabu organizuje te kwestie. W przypadku każdego zawodnika konsultujemy się, jak to ma wyglądać. Badania cieszą się coraz większą popularnością, dlatego że projekt się rozwija. W pierwszym roku treningów staramy się dbać przede wszystkim o usystematyzowanie działań, o to, żeby ludzie zaczęli się ruszać. W każdym następnym cyklu przygotowawczym staramy się indywidualizować ten proces i w coraz większym stopniu dbać o szczegóły. Jednym z nich jest najpierw określenie parametrów VO2 max, czyli silnika, którym ten człowiek dysponuje, a następnie stopnia jego wykorzystania, czyli stopnia wytrenowania organizmu za sprawą progów przemian tlenowych i beztlenowych w każdym możliwym wydaniu, zarówno jeśli chodzi o kwestie powietrza wydychanego, jak i kwestie pomiaru kwasu mlekowego. W zasadzie robimy badania od morfologii po wszystkie możliwe informacje zwrotne dotyczące jakości wysiłku.

Przygotowujemy materiał o Indoor Cyclingu do kolejnego wydania. Czy pana zdaniem ciągle jest trendy. W grafiku Cityzen _ w niektóre dni jest nawet 5 godzin zajęć na rowerach stacjonarnych. Jak udaje się wam utrzymać takie zainteresowanie Indoor Cyclingiem?
– Indoor Cycling na stałe zagościł w naszym klubie. To bardzo silny punkt naszego obiektu – dlatego, że jest swego rodzaju połączeniem wszystkich aktywności. Udało nam się przekonać sportowców wyczynowych, którzy przyjeżdżają tutaj w cyklach przygotowawczych, że to stanowi główny akcent przygotowania układu krążenia i to warunkach odciążenia stawów. Indoor Cycling jest częścią treningu triathlonowego, ale jest również elementem rehabilitacji i profilaktyki. W związku z tym – przy założeniu, że pogoda w naszym kraju nas nie rozpieszcza – jest to cudowne zabezpieczenie w sytuacji, kiedy kończymy późno pracę, kiedy na zewnątrz jest niesprzyjająca aura. Mamy dużo rowerów i nie ma potrzeby zapisywania się wcześniej na zajęcia, klient ma zawsze pewność, że zrealizuje trening.


– To co podkreślam zawsze, to nie kolejny projekt programowy tworzy klub i nie mówienie
o budowaniu zespołu tworzy klub, tylko raczej codzienność go kreuje. Na przestrzeni ostatnich lat, czyli około ośmiu – od kiedy klub funkcjonuje i od 14 – od kiedy odbywają się zajęcia na basenie, nie zdarzyło się, że któreś z zajęć się nie odbyły. Ludzie wiedzą, czego od nich oczekujemy na każdych zajęciach, czyli takiego głębokiego wejścia w siebie, które jest realizowane w tej naszej codzienności. Myślę, że to ich przede wszystkim przekonuje i do nich przemawia. Jeżeli zwracamy uwagę na szczegóły dotyczące nas samych, czyli budowę i trening fizyczny każdego z instruktorów, świadomość każdego z instruktorów, to o ileż łatwiej rozmawiać nam o aspektach treningu fizycznego i mentalnego z ludźmi, którzy do nas przychodzą. My nie musimy nawet robić głębokich wywiadów, bo każdy z nas informuje, kim jest, co robi, inspiruje swoją osobą, osobistą sprawnością, uśmiechem, każdym gestem. Na to zwracamy głównie uwagę. Zaczynamy budować innych od momentu, kiedy budujemy siebie.
Głęboko rozśmieszająca jest dla mnie idea panująca wśród psychologów, jak zmotywować
siebie, zanim zmotywuję innych. U nas, wśród 50 instruktorów, którzy pracują w City Zen _, obowiązuje zasada: jak zbudować siebie na tyle dojrzale i mocno, aby zacząć budować innych ludzi wokół – i to nie wymaga wtedy rozmowy i głębszego kontaktu. Wymaga tylko bycia.

Panie Bogumile, dziękuję za te wypowiedzi dla czytelników naszego magazynu.
Dziękuję za to, że pan jest.

Wywiad publikowany był w wydaniu 1/2016 Magazynu Fitness Biznes.

- REKLAMA -