Bycie naśladowanym oznacza, że wyznaczasz trendy

0
517 wyświetleń

„W sieci” to nowy cykl w naszym magazynie i na portalu. W jego ramach będziemy prezentować rozmowy z przedstawicielami – założycielami, osobami zarządzającymi klubami sieciowymi w Polsce. Jak powstawały, co wpłynęło na ich rozwój, jak budują rozpoznawalne marki i w jaki sposób zarządzają zespołami. Rozpoczynamy od sieci Zdrofit i rozmowy z jej współzałożycielem Jakubem Raniszewskim.

Rozmawiała Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcie Zofia Kowalczyk

Kubo, pamiętam ciebie pracującego w Gymnasionie, kiedy prowadziłeś zajęcia
na ergometrach wioślarskich. Teraz sieć Zdrofit, której jesteś założycielem,
jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych marek w branży fitness, liczy 17
klubów i w planach jest kolejnych siedem lokalizacji. Jak to wszystko się zaczęło?

– Zaznaczam, że jestem współzałożycielem. Wracając do twojego pytania, faktycznie
zaczynałem jako trener i dzięki temu mogłem obserwować klub od środka i słuchać,
co mówią klienci. Zespołowość to zawsze była jedna z zalet naszej organizacji. Zaczynałem swoją przygodę z fitnessem jako trener i tamten etap bardzo dużo mi dał. Obserwowałem klub od środka i tam zrodziło się marzenie o swoim biznesie. A teraz mam nadzieję, że na 17 klubach się nie skończy.

Jakie były twoje wyobrażenia, kiedy otwierałeś pierwszy klub? Czy marzyłeś
o rozwoju sieci, czy to, co się wydarzyło, to wynik wielu wydarzeń, przychylnych
ludzi, przysłowiowego szczęścia i ciężkiej pracy?

– To była raczej walka o przetrwanie, a nie wielkie plany i ambicje. Myślę, że na sukces
złożyły się te wszystkie czynniki, które wymieniłaś, ale zdecydowanie najważniejsze
jest dla mnie pojawienie się wielu wspaniałych ludzi, zarówno wśród wspólników, jak
i naszych pracowników, którzy się do niego przyczynili.

A kiedy było najtrudniej? Czy pamiętasz jakieś błędy, których nigdy nie chciałbyś powtórzyć?

– Jeśli chodzi o błędy, to przez kilka lat marketingowo, wizerunkowo szukaliśmy
drogi po omacku, bez wizji i strategii. To uważam za zaniedbanie z naszej strony.
Prowadziliśmy tylko działania od przypadku do przypadku. Potem zmieniliśmy to i wiem,
że takie zmiany zaowocowały. A jeśli chodzi o inwestycje, to baliśmy się
dużych metraży, bo myśleliśmy, że duży metraż równa się duże ryzyko. Teraz już
wiemy, że większa powierzchnia klubu, inwestycji to większe możliwości i najczęściej
lepsza rentowność.

Wasze lokalizacje to głównie Warszawa i przylegle miejscowości. Czym jest podyktowany taki dobór miejsc pod inwestycje? Nie kusi was, aby rozszerzyć
ekspansję na całą Polskę?

– Do tej pory koncentrowaliśmy się na Warszawie i okolicach, bo budując lokalną
sieć i jednocześnie naszą markę, byliśmy w stanie najmocniej korzystać z efektu synergii – organizacyjnie i marketingowo. Dużo łatwiej jest zarządzać klubami, które
nie są od siebie zbyt mocno oddalone, a pozytywne opinie klientów o naszych klubach
procentowały przy otwieraniu kolejnych.

Na ostatniej konferencji Fitness Marketing Day mówiłam o roli, jaką odgrywają
marki osobiste założycieli w budowaniu silnej marki przedsiębiorstwa.
Na ile twoja osoba, twoja marka osobista znajduje odzwierciedlenie w DNA
marki Zdrofit? Na ile twoje wartości są spójne z wartościami Zdrofitu?

– Widzę jeden główny, wspólny mianownik, a jest nim szacunek do człowieka. Od
początku starałem się wzmacniać tę wartość w naszym zespole.

Łatwo pięknie mówić, używać górnolotnych słów, a na czym polega w praktyce, w codziennej pracy klubu wyrażanie przez ciebie szacunku do ludzi z zespołu?

– Oznacza dla mnie szacunek zarówno do pracowników niezależnie od zajmowanego
stanowiska, jak i klientów. Podmiotowe traktowanie klienta, pochylenie się nad każdą
prośbą, zażaleniem, a nie tylko ściągnie kasy. Wiem, że energia, którą wkładamy
w obsługę klienta, zwraca się. Zespół widząc taki przykład z góry, reaguje tak samo,
z szacunkiem, jeśli chodzi o obsługę klubowiczów. Co do ludzi, z którymi pracuję, to dbam o indywidualne podejście do każdego, do jego potrzeb. Szukamy zawsze optymalnych rozwiązań, na przykład ustalając zakres obowiązków według możliwości i rozwojowych potrzeb. U nas każdy z członków zespołu ma wpływ na kluby. Nie chcemy być firmą, w której pracownicy nie mają nic do powiedzenia.

W czym kluby Zdrofit są inne od sieciowych klubów innych marek w tym
samym segmencie?

– Trudno mi oceniać konkurencję. Wiem, że spore efekty przynosi nasza konsekwencja
w ciągłym doskonaleniu klubów pod różnymi względami – od projektowania, poprzez dobór zajęć i sprzętu, do jakości obsługi klienta, na którą kładziemy szczególny nacisk. Coraz częściej spotykamy się z opiniami, według których nasza sieć prezentuje najwyższy standard na rynku. Bardzo miło jest słyszeć takie głosy, bo wiemy,
jak wiele pracy włożyliśmy i nadal wkładamy w wypracowywanie tego standardu.

Podejmujecie się wielu projektów, które wykraczają poza codzienną działalność
klubów, jak chociażby Akademia Zdrofit, w ramach której oferujecie szkolenia dla instruktorów, wewnętrzne akcje skierowane do pracowników czy organizacje dużych eventów. Z których jesteś najbardziej dumny i czy macie jeszcze w planach realizacje pomysłów, które zaskoczą rynek?

– Tak, planujemy nadal być aktywni, zgodnie z naszym hasłem „więcej niż fitness”,
ale jeśli bym zdradził te pomysły, to nie byłoby już zaskoczenia.
Najbardziej dumny jestem z Akademii Zdrofit – dlatego, że to jest oryginalny projekt
jeśli chodzi o kluby fitness na polskim rynku. Akademia dynamicznie się rozwija,
szkoleń jest coraz więcej. Zaczęliśmy od kursów doszkalających, ale w planach
mamy też szkolenia od podstaw. Cieszy nas ciepłe przyjęcie tego projektu. Biznesowo
czerpiemy efekty w postaci doszkalania się naszej kadry i w kolejnym etapie pozyskania nowych pracowników, a ponieważ rozwijamy się cały czas, to potrzebujemy
ich jak tlenu.

Często bywa tak, że tak rozpoznawalna marka, duża sieć jest wzorem dla klubów w branży. A czy wy macie jakiś benchmark, do którego dążycie?

– Obawiam się, że dążenie do jakiegoś istniejącego wzoru zawsze jest skazane na bycie spóźnionym, na konieczność kopiowania. Zdaję sobie sprawę, że mamy jeszcze wiele pracy przed sobą, ale staramy się wyznaczać własne ścieżki i muszę przyznać,
że to daje dużo więcej satysfakcji.

A jak w takim razie czujecie się jako marka, którą naśladują inni? Czy zauważacie praktyki, które świadczą o tym, że inne kluby się na was wzorują? I w czym czujecie się pionierami, co zrobiliście jako pierwsi?

– Oczywiście, że obserwujemy działania na rynku, które świadczą o tym, że jesteśmy inspiracją dla innych. Pamiętam, jak postanowiliśmy odświeżyć stronę internetową i za chwilę zobaczyliśmy, że takie odświeżenie pojawiło się w kilku innych sieciach. Mimo że to czasami irytujące, to jednak bycie naśladowanym oznacza, że wyznaczasz
trendy.

Która z waszych ostatnich inwestycji jest powodem największej satysfakcji? Czy któraś budziła obawy i była szczególnym wyzwaniem?

– Lokalizacja Zdrofitu na Bemowie jest powodem do zadowolenia w ostatnim czasie. Z dwóch powodów. Po pierwsze, mimo obaw, stworzyliśmy unikatowy klub na czterech kondygnacjach, o powierzchni 1700 mkw. Klienci są zachwyceni, a my już widzimy, że
biznesowo, to była dobra decyzja. Po drugie, współpraca z przesympatycznym
małżeństwem, dla którego ten budynek, to prawdopodobnie największa inwestycja w życiu i którzy włożyli w niego serce, daje dużo więcej frajdy, niż np. wynajmowanie powierzchni od wielkich developerów. Natomiast największym wyzwaniem są zawsze kluby, które przejmujemy po kimś. To wiąże się z wieloma trudnościami, naprawieniem
cudzych błędów, przejmowaniem miejsc, których historii nie znamy. To nam dało dużo do myślenia i nie będziemy już teraz pochopnie podejmować się takich projektów.

Życzę wam więc współpracy z ciekawymi ludźmi i oby udało
się wdrożyć zaplanowane pomysły, które zaskoczą rynek fitness.
Dziękuję za rozmowę.

- REKLAMA -