Biznesowy potencjał sylwetki

0
142 wyświetleń

Od kilku lat obserwujemy wzrost popularności sportów sylwetkowych. Coraz więcej startujących, większe zainteresowanie mediów, pojawiające się na Facebooku jak grzyby po deszczu profile zawodników. Nie sposób pominąć tak ważnej sfery w branży fitness. To skłoniło nas do rozmów ze znawcami tematu, którzy podzielili się własnymi doświadczeniami i obserwacjami dotyczącymi rynku sportów sylwetkowych.

Tekst: Magdalena Rodak-Dębowska
Zdjęcie: Archiwum prywatne Paulina Bernatek-Brzózka

Udział w zawodach to oczywiście pasja i zaangażowanie, realizowanie marzeń i podejmowanie wyzwań, ale również przemysł związany z produktami i usługami, bez których zawody nie mogłyby się odbyć: miejsca do treningów, usługi trenerskie, suplementacja, odpowiednie odżywianie, wymagane stroje, nauka pozowania, stylistyka związana z występem na scenie. Naturalną konsekwencją startów w zawodach jest również rozwój zawodowy związany z nabywanymi umiejętnościami i doświadczeniem. Obserwujemy, jak byli zawodnicy oferują usługi związane z przygotowaniem do startów i prowadzeniem treningów. Czy mamy do czynienia z odrodzeniem sportów sylwetkowych? – Naszym zdaniem można mówić bardziej o rozkwicie tych dyscyplin i zwiększającym się zainteresowaniu. Widać to po rosnącej frekwencji przybywających na targi czy startujących w zawodach – Blogerzy Fit Lovers, twórcy kanałów: www.fit-lovers.pl, facebook.com/fitlovers, Instagram: fit.lovers i You Tube: FitLoversYT

Jak wypada Polska?
Paulina Bernatek-Brzózka, coach, szkoleniowiec, zwyciężczyni debiutów 2016 w kategorii Bikini Fitness, zaznacza: – Nie rozpatrywałabym tego pod kątem my, Polacy, bo w sportach sylwetkowych oceny są bardzo subiektywne i nie do końca wiesz, co będzie oceniane. To bardzo często zależy od tego, czy wstrzelimy się w trendy panujące na świecie, czy nie – i dlatego jednego roku mamy mistrzynię świata, drugiego roku już nie. Dla mnie taką inspiracją są Stany Zjednoczone, więc obserwuję, jak to tam wygląda i tam się inspiruję – dodaje Bernatek-Brzózka.
Według opinii Diany Dudziak, trenera personalnego i trenera prowadzącego zawodników
w kategoriach kulturystycznych i fitness, Polska na arenie światowej w sportach
sylwetkowych plasuje się dość wysoko: – Mamy wiele zawodniczek i zawodników,
którzy zajmują wysokie pozycje na prestiżowych zawodach. Niestety, sport ten jest
jeszcze w Polsce niszowy, kojarzy się z przerośniętymi kulturystami i sterydami anabolicznymi.
Uważam jednak, że takie zdrowe, holistyczne podejście do rozwoju swojego ciała prędzej czy później wyprze to stereotypowe myślenie społeczeństwa i zacznie skupiać coraz większą rzeszę pasjonatów.
Odmienną opinię prezentują Fit Lovers: – Porównując Polskę z zagranicą – to dopiero raczkujemy. Jeszcze nie ma tu takiego szału jak np. w Niemczech, co można zaobserwować
na targach FIBO. W Polsce wydaje nam się, że mocniej króluje fit lifestyle niż sama „zajawka” na typową kulturystykę.
Potwierdza to popularny Hardkorowy Koksu Robert Burneika: – Według mnie odstajemy.
Jest duża różnica. Mamy dobrych zawodników, ale brak wiedzy, brak suplementacji,
brak finansów przede wszystkim. Mieszkałem w Stanach przez 15 lat, tam odbyła
się cała moja kariera i wówczas kulturystyka była bardzo modna, a teraz już widać,
że trochę to zaczyna umierać i większym zainteresowaniem cieszą się zawody fitness,
bikini i sylwetkowe. Ale z drugiej strony w Polsce do tej dużej popularności, jaka była
lata temu w Ameryce, jeszcze nie doszło. Obserwuję, że w Polsce wszystko się dzieje
z lekkim opóźnieniem.

Gdzie jest potencjał biznesowy?
– W 2016 roku na scenę podczas debiutów wyszło 90 dziewczyn. Każda z nich musi trenować, musi zjeść, musi zakupić suplementy, musi kupić strój na scenę, sukienkę, odpowiednie buty, musi się umalować, uczesać i brązowić ciało – opowiada Paulina Bernatek-
Brzózka. – Popatrz, co się dzieje na Instagramie: zdjęcia z pozującymi pasjonatami
aktywnosci fizycznej z podpisem: mam fajne spodnie, mam shaker czy genialny kubek,
polecam takie i takie odżywki. Klasyczny product placement. To się wzajemnie uzupełnia,
wzajemnie nakręca. To staje się stylem bycia. W tym tkwi ogromny potencjał – dodaje
Bernatek-Brzózka. O swoich obserwacjach mówi Diana Dudziak: – Ze względu na to, że
coraz większa część społeczeństwa jest aktywna fizycznie, chce się zdrowo odżywiać,
a bycie fit stało się po prostu modne – posiadanie trenera personalnego jest już normą,
a nie luksusem. Internet przepełniony jest fitnesskami i fit modelami promującymi zdrowy
i aktywny tryb życia. Media społecznościowe są narzędziem do pozyskiwania nowych klientów i tu doszukiwałabym się przyszłości w tym biznesie. Ponadto ludzie wiedzą coraz
więcej w zakresie dietetyki, zdrowego stylu życia i aktywności fizycznej – odpowiednie
szkolenia, seminaria czy wykłady przyciągają ogromne rzesze zainteresowanych sportowców.
Warto więc zwrócić uwagę właśnie na ten obszar.

Biznes zrodzony z pasji
Blogerzy Fit Lovers opowiadają, jak miłość do sportu przerodziła się w biznes: – Od początku
naszej kariery wiedzieliśmy dokładnie, że życie, pracę chcemy związać ze sportem,
który towarzyszył nam od najmłodszych lat. Wybraliśmy uczelnię sportową, doszkalaliśmy
się w zakresie treningu i diety. Nasza pasja przerodziła się również w pracę. Przy
zakładaniu bloga i pozostałych kanałów w social mediach nie myśleliśmy jeszcze o zarabianiu w sieci, to przyszło z czasem. Nasze filmiki, teksty, zdjęcia zaczęły zwracać
uwagę innych, podobały się i dostawaliśmy oferty współpracy. Oprócz tego staliśmy się
bardziej rozpoznawalni, co również stało się dobrą reklamą naszych usług dietetycznych
i treningowych.

Czy można się z tego utrzymać?
Diana Dudziak na to pytanie odpowiada z uśmiechem: – Zależy, jakie ma się wymagania,
dla mnie jest to praca dodatkowa, ale znam osoby, które z pensji trenerskiej utrzymują
rodzinę. Fit Lovers przyznają, że zarabiają na blogu, ale trzymają się jasno sprecyzowanych
zasad: – Do współpracy wybieramy tylko te marki, z którymi się utożsamiamy. Nie podejmujemy działań z markami, których sygnowanie byłoby kłamstwem. Chcemy być lojalni
wobec naszych widzów i nie zamierzamy wciskać im kitu.

Zawody to nie biznes dla zawodnika
Robert Burneika zaznacza, że udział w zawodach nie ma celu zarobkowego: – To jest
moja pasja, lubię to robić. Patrzę na wszystko długoterminowo, czyli nie jest tak, że jak
dzisiaj wygram zawody, to coś zarobię. Raczej zawody są inwestycją. To, że doszedłem
do poziomu zawodowca, to lata pracy, lata treningów. Na samych zawodach zarabia
tylko dziesiątka najlepszych na Mr Olimpia, dlatego ważne jest myślenie o przyszłości
i zaplanowanie, jak będzie ona wyglądała. Musisz ciągle pracować głową, jak wykorzystać
ten cały potencjał związany z zawodami, żeby z tego był też jakiś biznes. W moim
przypadku są to odżywki, które zacząłem produkować już 7 lat temu. Zaczynałem
od dwóch produktów, a obecnie jest ich już sporo, cały czas się rozwijam – opowiada Burneika.

Rynek suplementów
Robert Burneika przekonuje, że ten biznes się rozwija. – W Polsce też jeszcze nie ma takiej
świadomości, bo część osób suplementy źle kojarzy, a w Ameryce to jest bardzo powszechne. Ludzie starsi korzystają bardzo powszechnie z suplementacji. A w Polsce kojarzy się to głównie z niedozwolonymi wspomagaczami. Największy rynek mam w Anglii, tam sprzedaję najwięcej moich odżywek. Może to wynika z zamożności ludzi. Moje produkty to półka premium, najwyższa jakość i odpowiednia w związku z tym cena. Do mnie klienci wracają cały czas, bo są zadowoleni – dodaje Burneika.

Klient zawodnik
Diana Dudzik opowiada, na czym opiera się przygotowanie zawodnika: – Moja praca polega
na opracowaniu dla zawodnika spersonalizowanego planu treningowego oraz dietetycznego,
regularnych spotkaniach, treningach, konsultacjach oraz wprowadzaniu potrzebnych
modyfikacji. Zazwyczaj kompleksowe przygotowanie zawodnika zajmuje około 6–8 miesięcy.
Im dłuższa jest współpraca, tym spokojniej śpię. Najgorzej, jeśli zawodnik zwraca się
z prośbą o pomoc tuż przed startem w zawodach. Okres budowania masy mięśniowej trwa
około 3–4 miesięcy, tyle samo czasu poświęcamy na okres redukcji. Oczywiście kategorie
startowe różnią się od siebie sposobem przygotowania – inaczej przygotowuję bikini, inaczej
fitness sylwetkowe czy fitness atletyczne kobiet – mówi Dudziak.
Paulina Bernatek-Brzózka akcentuje: – Ja zawsze powtarzam, że nie sztuką jest pozyskać
klienta, sztuką jest go utrzymać. Zawody dają takie możliwości, z automatu masz przypisanego klienta na co najmniej półtora roku współpracy. Wszystko w twoich rękach, jak go potraktujesz jako trener. Kandydatów przygotowujących się do zawodów jest tak dużo, że pojawiła się opcja dla stworzenia profesjonalnych akademii. Jedną z nich jest Champions Academy, projekt mistrzów świata Hani Garboś (fitness bikini) i Grzegorza Płaczkowskiego (fitness), gdzie organizowane są warsztaty pozowania, szkolenia, oferta dotyczy również cateringu i suplementacji.

Ile kosztuje przygotowanie do zawodów sylwetkowych?
Robert Burneika mówi, że w ścisłym 12-tygodniowym terminie przed zawodami miesięczny koszt przygotowania zawodnika jego klasy może wynieść koło 10 tysięcy złotych. O wysokości inwestycji, jaką musi poczynić zawodnik, opowiada Diana Dudzik: – Zawodniczka planująca starty powinna przygotować się na dość spory, bezzwrotny wkład finansowy. Uszycie profesjonalnego stroju to koszt rzędu 600–1000 zł. Do tego należy doliczyć
koszt specjalnego obuwia (określonego przepisami) oraz biżuterii (ok. 500 zł). Okres przygotowań wiąże się z inwestowaniem w dietę oraz suplementację, są to wydatki rzędu minimum 500 zł dieta plus około 500 zł suplementy. Nie zapominajmy o opiece trenerskiej, która może wahać się od 200 do 2000 zł miesięcznie oraz całej „otoczce kosmetycznej” towarzyszącej kobietom tuż przed startem – brązowienie ciała (200 zł), fryzjer (200 zł), kosmetyczka (manikiur, pedikiur, makijaż – około 400 zł). Start w zawodach wiąże się też oczywiście z opłatami startowymi (ok. 100–200 zł za zawody) oraz członkowskimi
(przynależność do klubu ok. 50–200 zł). Przed zawodami są zawsze tak zwane weryfikacje, które najczęściej odbywają się dzień wcześniej, w związku z tym zawodnik zmuszony jest opłacić przejazd oraz nocleg w hotelu (ok. 200–600 zł).

Sztuka pozowania
Wszystkiego trzeba się nauczyć, każdy szczegół ma znaczenie, a najlepiej uczyć się od mistrzów, tym bardziej że wiele zależy od obecnie panujących trendów i subiektywnych ocen. Paulina Bernatek- Brzózka mówi: – Zdaję sobie sprawę, że moja wygrana mogła
wzbudzić pewne kontrowersje, bo do tej pory wygrywały dziewczyny o trochę większej masie mięśniowej. Natomiast akurat na tych zawodach tak oceniono. Trendy są różne, trzeba dać z siebie wszystko i mieć do tego odrobinę szczęścia. Bikini to są dwa elementy – prezentacja
i sylwetka, więc nie można zadbać tylko o jeden z tych elementów, zapominając o drugim. Wygląd sylwetki w dużej mierze zależy też od tego, jak ją pokażesz na scenie. Przy tej samej formie możesz wyglądać rewelacyjnie, jak i możesz się specjalnie nie wyróżniać tylko
dlatego, że inaczej zapozujesz.

Świadome budowanie marki zawodnika?
Jak wynika z naszych obserwacji, zawodnicy sięgają chętnie po social media. Nie tylko Facebook czy Snapchat, a przede wszystkim Instagram, gdzie mogą pokazać swoją sylwetkę. Zawodnicy mają duże pole do popisu dzięki takim narzędziom. Pozwala to zdecydowanie bardziej wypromować swoją osobę i przyciągnąć nowych sponsorów.
Na pytanie o świadome budowanie wizerunku Paulina Bernatek-Brzózka odpowiada: – Trudno mi powiedzieć, co to jest wizerunek w dzisiejszych czasach facebooka, to już trochę nie moje pokolenie. Z jednej strony wiele osób próbuje przemycać merytorykę w postach
natomiast nie cieszy się ona tak dużą popularnością jak zdjęcia atrakcyjnych kobiet, mężczyzn czy krótkie slogany motywacyjne, a doskonale wiemy, że siłą napędową facebooka są jednak like. Zatem pojawia się pytanie czym jest to kreowanie wizerunku albo po czym go
oceniać czy zmierzyć jego skuteczność. Jest kilka osób, które bardzo fajnie wykorzystują kanały internetowe i robią to dobrze i świadomie i z takich osób na pewno warto czerpać inspiracje. Fit Lovers stwierdzają: – Niewielu zawodników robi to dobrze. Często wykorzystują ich firmy, dla których za odżywki lub ubranie robią ze swoich profili tablice reklamowe. Nie szanują również swojej widowni, której należy się odwdzięczyć za to, że zwyczajnie jest – że komentują, udostępniają, lubią treści i wspierają. My samodzielnie budujemy
swoją markę. Jesteśmy autentyczni, nasze treści i przemyślenia są szczere. Zachowujemy się tak, jak na co dzień. Odwdzięczamy się fanom, tworząc dla nich filmiki instruktażowe, pisząc na nurtujące ich tematy. Rozmawiamy z niektórymi również na priv. Ludzie się nam
zwierzają, a my zawsze staramy się pomóc, bo wiemy, że oni będąc na naszej stronie – wspierając – też nam pomagają. Robert Burneika świadomie buduje swój wizerunek, chętnie rozmawia z mediami, pozuje z fanami do zdjęć, rozdaje autografy. Jest dzięki temu postacią bardzo medialną. Jak sam mówi: – Musisz być otwarty na ludzi, to oni budują twoją popularność, gdyby nie było tych ludzi, fanów, to nie byłoby również biznesu.

Wizerunek kulturysty – czy słuszny?
Robert Burneika zwraca uwagę na zauważalną różnicę pomiędzy Stanami
Zjednoczonymi a Europą, jeśli chodzi o kluby fitness. – W Ameryce jest dużo siłowni z dużymi ciężarami dla kulturystów, w Polsce i Europie takich prawie nie ma. Kluby fitness w Europie to w większości małe ciężary i urządzenia cardio. Wiem, że wynika to trochę z celowego działania, żeby nie pojawiali się w klubach ludzie, których utożsamia się ze środowiskiem przestępczym. No, dobrze, żeby ten wizerunek zmienić. W Ameryce na ulicach jest dużo ludzi z rozbudowanymi mocno mięśniami i to nie budzi złych skojarzeń. Mam nadzieję, że mnie również udaje się zmienić ten wizerunek, chociażby dzięki moim filmikom trochę zmieniłem
patrzenie na ludzi zbudowanych tak jak ja. Wszyscy zawodnicy, którego znam w Stanach, są normalni i naprawdę na poziomie. Nikt tam w Stanach nie kojarzy takiego człowieka, jak jakiegoś bandyty, nawet nie ma takich pomysłów. A w Polsce są złe skojarzenia, że jak dobrze zbudowany, łysy i beemką jeździ, to bandzior. Jak napakowany, to nie ma mózgu. Dlaczego oceniamy ludzi z wyglądu, czy duży, czy mały, czy też po kolorze skóry, czy z jakiego kraju pochodzi?

A marka to kapitał
Robert Burneika mówi otwarcie: – Kiedyś miałem podpisane kontrakty z producentem
przyczep i z firmą Beef Master i to były umowy na kilka lat na wykorzystanie wizerunku.
Przyznaje też, że najmniej wymagający biznes to zarabianie na eventach, na uczestniczeniu
w różnych wydarzeniach, nie tylko w Polsce, ale też w Anglii, Niemczech, Holandii: – Teraz mam zarezerwowane weekendy na trzy miesiące naprzód. Dzięki mnie zyskuje event, bo promuje się, wykorzystując moje nazwisko. A co ciekawe, to nie są wyłącznie eventy sportowe, najwięcej jest z tzw. show-biznesu – otwarcie galerii, dyskoteki,
targi motoryzacyjne. Trening z Robertem Burneiką w jego klubie kosztuje 1000 zł. Na pytanie o to, Robert odpowiada, że raczej nie prowadzi treningów,
ale w wyjątkowych sytuacjach, jeśli się decyduje, to taki jest koszt treningu z nim,
bo jak sam mówi: – Nie ma drugiego takiego jak ja i mój czas jest cenny. Ludzie przyjeżdżają
po 500 km, żeby się ze mną zobaczyć. Własny klub fitness – ukoronowanie kariery zawodniczej Spełnieniem marzeń Burneiki jest jego klub fitness – Burneika Sports Gym. – Może to nie do końca klub fitness, a siłownia. Zdecydowałem się na otwarcie siłowni właśnie w Polsce, bo tu mam najwięcej fanów. Dlatego chciałem im coś dać od siebie, podzielić się wiedzą, doświadczeniem. To również spełnienie moich marzeń, bo zawsze marzyłem, żeby otworzyć własną siłownię, ale albo nie było czasu, albo finansów na realizację. Teraz jest taki czas, że dużo jestem w Polsce i chcę przekazać swoją wiedzę, pokazać siłownię w amerykańskim stylu. Ludzie przychodzą po trzech miesiącach treningów u mnie na siłowni
i mówią o rezultatach, jakie widzą, a jakich nie mieli w innych miejscach, do których
chodzili przez rok. To cieszy. To jest moja inwestycja i jestem mocno zaangażowany,
prawie codziennie można mnie tu spotkać. Myślę nawet o sieci takich siłowni. Ale na
razie obserwuję, bo konkurencja jest duża. Obok naszej siłowni są cztery sieciówki. Wiem, że to długoterminowy biznes i zwrot z inwestycji wymaga czasu. Trzeba tylko dbać o klienta,
żeby ludzie mówili, że u Burneiki jest super. Wiadomo, jak z każdym biznesem, jak nie
będziesz o niego dbał, to szybko się skończy. Mnie nie zależy na zarabianiu na klientach,
którzy płacą i nie chodzą, dlatego nie ma u mnie żadnych umów. Ja chcę klientów
na całe życie. Podobnie swój klub Champions Academy prowadzą Hanna Garboś i Grzegorz
Płaczkowski.

- REKLAMA -